Bartosz Majewski: Tomek Karwatka, dzień dobry.

Wideo z rozmową Bartka Majewskiego z Tomaszem Karwatką o książce The Five i nie tylko jest dostępna na kanale Interesy – czyli tutaj:

Tomasz Karwatka: Dzień dobry. Cześć.

Bartosz Majewski: Dobrze cię widzieć. Dla tych z Państwa, którzy siedzieli przez ostatnie 15 lat pod kamieniem, no to Tomka przedstawimy. Otóż Tomek jest seryjnym przedsiębiorcą, inwestorem, bardzo dużo robi rzeczy for good. Sprzedał biznesów za pewnie górne kilkaset milionów złotych. pewnie za następne kilkaset jeszcze sprzeda w najbliższym czasie, a później to już w ogóle. I coś pominąłem istotnego.

Tomasz Karwatka: Fajny gość [śmiech].

Bartosz Majewski: Fajny gość. Super. A dzięki za to, że stworzyłeś mi pretekst do tego, żeby cię zaprosić, no bo wziąłeś się za pisanie książki po raz kolejny.

Tomasz Karwatka i The Five – jak to się zaczęło?

Bartosz Majewski: Pytanie brzmi: po co wstawać z leżaka, będąc tobą i brać się za taki projekt?

Tomasz Karwatka:  Tak. Wiesz co, miałem takie silne przekonanie, że jak prezesi zaczynają pisać książkę o biznesie, to za chwilę w ich biznesie będzie bardzo źle.

Bartosz Majewski: Kurde, [śmiech] ja mam też dokładnie to samo przekonanie. Frank Slutman, Rafał Brzoska, jakby dokładnie.

Tomasz Karwatka: Tak. Tak więc na pewno miałem blokadę na pisanie książki o biznesie, jak byłem w biznesie, bo stwierdziłem, że no lepiej się zająć tym biznesem niż pisaniem o nim. Plus też się bardzo dużo zmienia wtedy w biznesie, więc jakby pisanie tej książki jest takie, wiesz, na nieukończonym produkcie. Natomiast jak jak wyszedłem z firmy, to trochę zacząłem konsultować i inwestować, i zacząłem oglądać więcej firm plus zacząłem oglądać jak te firmy, które stworzyliśmy w Divante.

Bo w Divante mieliśmy spinoffy Viorfon, Open Loyalty – to też jak one sobie działają, jak sobie radzą, jak sobie działa Colsta, który też no nie był spinofem Divante, ale tworzyliśmy go też tworząc Divante jeszcze. Więc zacząłem mieć więcej obserwacji i też myślę, że bardziej obiektywnych, jak to działa, co działa.

Doradzając, wiadomo, bardzo często dzieliłem się lekcjami z Divante i też miałem już parę lat na to, żeby zobaczyć, które lekcje działają, które nie działają. I to wszystko zaczęło tworzyć mi taki obraz, że ja dosyć często zaczynam mówić to samo ludziom, że mam calla takiego właśnie, jestem nie w nieformalnej radzie nadzorczej i ktoś przychodzi, i mówi: No mamy pierwszego menadżera i przez trzy miesiące myśleliśmy, że jest świetnie, a teraz patrzymy, jest tragicznie. Aha. Dobra, to teraz muszę wam to wszystko powiedzieć, co musicie wiedzieć.

I stwierdziłem, że jest tych powtarzalnych momentów na tyle dużo, że fajnie by było może je po prostu spisać. Gdzieś robiąc sobie research pod książkę zauważyłem, że faktycznie bardzo dużo firm opada w ciągu tych pierwszych pięciu lat, więc to był też taki naturalny pomysł, co ja bym chciał wiedzieć przez pierwsze 5 lat działania firmy, co by mi realnie pomogło. I stąd pomysł taki bardzo organiczny, bardzo wychodzący z tego, że okej, ja to faktycznie robię, wystarczy to spisać.

Więc też taka anegdotka (pewnie też też jesteś fanem książek, więc to pewnie wiele razy słyszałeś. Ja to wiele razy słyszałem), że pisanie książki to jest tragicznie ciężkie. Ludzie płaczą jak to robią, autorzy się zmuszają. Jest to po prostu orka, nie? Ja pisałem książkę, dokładnie zacząłem pisać książkę, jak sprzedawaliśmy Colsta, podczas tego procesu i książka była dla mnie takim trochę wytchnieniem, że wiesz, do południa gadamy o sprzedaży firmy, jestem wykończony i potem sobie siadam nomen na leżaku i sobie piszę tę książkę.

I jak już ją skończyłem, to nagle do mnie to dotarło: o, mi się tak dobrze tę książkę pisało. Czyli to musi być jakieś totalne gówno, [śmiech] bo przecież to jest bardzo ciężko pisać książkę i na pewno to nie powinien być taki przyjemny proces.

I miałem dużo stresu na początku, jak ją napisałem, więc stąd były te pomysły, żeby mieć testerów książki, żeby wysłać do 100 osób. Potem to się okazało 150. Zacząłem to poszerzać, żeby zobaczyć co one o tym sądzą, bo bardzo trudno mi było ocenić, na ile to jest faktycznie przydatne.

O czym jest książka The Five Tomasza Karwatki?

Bartosz Majewski: I o czym jest twoja książka?

Tomasz Karwatka: Książka jest o tym, jak przeżyć pierwsze pięć lat prowadzenia firmy, czyli od momentu, gdzie zastanawiasz się, czy w ogóle firmę tworzyć. Trochę pisałem o tym, jakie były moje historie, jak to się u mnie działo. Potem zazwyczaj to jest myślenie o pomyśle na biznes. Potem pierwsze sprzedaże, pierwsze zatrudnienia, zaraz potem pierwsze zwolnienia, szukanie inwestorów – cała ta taka ścieżka aż do przygotowani firmy, wręcz do exitu, sukcesji, czyli taka faktycznie cała ścieżka życia firmy.

Najbardziej to pomoże na pewno firmom technologicznym i usługowym, i produktowym, bo bo mam doświadczenia i z tych i z tych.

The Five sukcesem w przedsprzedaży

Bartosz Majewski: Jest 6 listopada. Ile książka już jest w preorderze?

Tomasz Karwatka: Książka jest w preorderze miesiąc i trzy dni.

Bartosz Majewski: Pochwalisz się wynikami?

Tomasz Karwatka: Tak. Przez miesiąc i trzy dni sprzedaliśmy 2500 książek mniej-więcej.

Bartosz Majewski: Całkiem niezły wynik.

Tomasz Karwatka: Spoko wynik. Sporo nie zarobiliśmy, bo cały zysk z książki jest przeznaczony na taki projekt, Połączona Puszcza Polska, ochrony lasów w Polsce. I to też było dla mnie takie, powiem ci, wyzwalające, że ja nie piszę tej książki, żeby coś zarobić. Czyli jeśli ja ją chcę napisać po prostu, bo się chcę podzielić tą wiedzą i to jest po prostu szczere, bo ani złotówki na tym nie zarobię, pewnie raczej dopłacę, to to po prostu sam przed sobą wiem, że to chcę zrobić. Po prostu chciałem to zrobić, nie? To to nie jest zewnętrzna motywacja.

Więc ta książka jest trochę droższa niż książki w Empiku, bo pojedynczy egzemplarz kosztuje tam 99 zł w preorderze, ale chodzi o to, żeby jak najwięcej na puszcze było i pewnie już przy tym preorderze, który mamy dzisiaj, to z hektar co najmniej wspaniałego jakiegoś starego lasu jesteśmy w stanie uratować, co jest super, bo zobacz, tak naprawdę z jednej strony budujemy firmy, które mają trwać jak najdłużej, a z drugiej strony też chronimy przyrodę, która też ma trwać jak najdłużej. Bardzo mi to rezonuje z sobą, to jest bardzo przyjemne uczucie.

Bartosz Majewski: To już nie będę pytał, na co zamierzasz przewalić całą tą forsę, którą [śmiech] zrobisz na książce, no bo już wiadomo. Ale 2500 in 97500 przed tobą – no bo rzuciłeś we mnie taką kwotą 100 000 książek – wytłumacz, bo trochę opadła mi szczęka.

Tomasz Karwatka: Tak, kwota jest totalnie bold. Chcemy sprzedać bardzo dużo książek. Chcemy zrobić pewnie jeden z największych takich launchy książki biznesowej w Polsce. Totalnie przedpremierowo u ciebie o tym mówię. Przygotowujemy coś z chłopakami z Brave, co będzie taką dużą, dużą premierą, co da możliwość też podzielenia się książką z innymi osobami, czyli będzie można kupić książkę w takich specjalnych pakietach i podzielić się tą wiedzą, bo też miałem taką jedną bardzo fajną historię wokół tego.

Poszedłem do podcastu i taki bardzo uznany dziennikarz, dla mnie guru dziennikarstwa, miał mnie przepytać z książki. Powiem ci, że jak wchodziłem, to się serio bardzo zestresowałem, jak sobie to uświadomiłem, że okej, gość, który pisze do, wiesz, najlepszych tytułów, który jest naprawdę mistrzem po prostu słowa, ja mu wysłałem tą swoją książkę, on to przeczytał i miałem takie myśli: ja pierniczę, przecież no gościu mnie wyśmieje po prostu.

No bo wiesz, ja nie jestem pisarzem. I bardzo stremowany przyszedłem do tego podcastu. Okazało się, że pierwsze pytanie jeszcze poza wizją to było: Tomek, czy ja mogę tą książkę spiracić? Tak trochę wiesz, wysłałbym swoim synom, bo obaj zaczynają robić biznes i wydaje mi się, żeby im się to przydało. I wiesz, to było takie wow, nie? Czyli tak naprawdę dobra książka jest o tym, że ją dajesz innym, nie?

Ja bym chciał to po prostu włączyć. Szczególnie, że my w Polsce mamy pewnie trudność takiego wspierania się wzajemnie. Pewnie to jest takie trochę indy making, że zaczynamy się cieszyć sukcesami innych – te startupy, że to fajnie komuś idzie – i ja bym po prostu chciał trochę włączyć ludzi do tego, że okej, kupię sobie tych książek więcej w pakiecie, coś tam dostanę ekstra, bo będzie dużo różnych dodatków, jakichś takich fajnych rzeczy, jeśli kupisz ten pakiet faktycznie, nad którymi teraz siedzę. Natomiast w zamian za to, no możesz to rozdać swoim, nie wiem, pracownikom, znajomym, studentom.

I to buduje jakiś taki, myślę, społeczny kapitał, że kogoś wspierasz w tej jego drodze gdzieś na samym początku.

Dodatki do książki The Five Tomasza Karwatki

Bartosz Majewski: Dobra, książka jest o tym, że dzielisz się nią z innymi. To jest mi bliskie. To to rzeczywiście bardzo trafne, bo 4/5 tego podcastu jest o tym, tak naprawdę. Z drugiej strony, to może do Państwa – ja w ogóle bardzo mocno rekomenduję tę książkę, bo byłem wśród tych tam 100 czy 150 osób, które przeczytały tę książkę. Ona jest bardzo, bardzo, bardzo dobra.

Chyba najlepszą rekomendacją, jaką mogę dać jest to, że ja nie cierpię, naprawdę nie cierpię książek, które są na desktopie, a przeczytałem ją od dechy do dechy na desktopie, bo jest tak dobra. Więc naprawdę było pod górę na poziomie formy, ale treść wynagrodziła i była naprawdę super, więc moją rekomendację książka z całą pewnością ma. Ale nie tylko o tym.

Powiedz więcej o tych dodatkach. Mnie szczególnie zaciekawił (niestety nie wygrałem w ankiecie) PE Yourself.

Tomasz Karwatka:

Tak, więc w książce poruszam ileś tematów, często tak inspiracyjnie. Jeden z tematów, który poruszam to jest PE Yourself. PE, czyli Private Equity – inwestorzy, którzy przychodzą do firm, które już działają i to całkiem nieźle, i pomagają tym firmom dalej urosnąć, optymalizują je, sprawiają, że te firmy przez trzy-cztery lata są trzy-cztery razy więcej warte.

I w pewnym momencie miałem taką myśl, jak to jest, że przychodzi do twojej firmy ktoś, kto nie zakładał tej firmy, nie zna tej firmy tak dobrze jak ty, bierze tę firmę i przez trzy-cztery lata robi, że ona jest trzy-cztery razy więcej warta. I jak to jest w ogóle możliwe? I to jest pierwsza myśl, a druga, czemu ty tego nie zrobiłeś? Prawda? Pytanie do siebie samego. I stwierdziłem, że fajnie byłoby zgłębić tę wiedzę. którą mają inwestorzy i zacząć się uczyć też między nami przedsiębiorcami, i zacząć robić te rzeczy.

I miałem taki pomysł, że stworzymy kilka dodatków dla osób, które właśnie kupią tę książkę w pakietach, czyli kupią książkę nie w jednej kopii, a w 50 albo 100, żeby je rozdać – to chcemy, żeby te osoby też miały coś ekstra, coś specjalnego. I zacząłem tworzyć takie dodatki. Jeden z tych dodatków to jest właśnie PE Yourself, gdzie też bardzo ciekawy eksperyment zrobiłem.

Odezwałem się do firm, które kupiły ode mnie firmy, do ludzi, którzy kupili ode mnie firmy. W jednym wypadku to już jest parę lat po transakcji, w jednym świeżo. I zadałem im pytania, które mnie bardzo ciekawiły podczas tego procesu, a nie bardzo wiedziałem, czy je mogę zadać i nie wiedziałem, czy dostanę odpowiedź prawdziwą, czyli: czemu to kupiliście? Jaki macie plan, żeby na tym zarobić? Jak to się robi?

I o dziwo, te firmy zgodziły się porozmawiać ze mną. Co w tym świecie PE nie jest wcale takie oczywiste, bo tam raczej wszyscy są bardzo skryci, może bym powiedział tak. I zacząłem uczyć się tych frameworków, których oni używają. Je opisuję w dodatku, więc autentycznie po prostu dużo się nauczyłem. I siedzę nad tym dodatkiem, i się cieszę, bo się dużo nauczyłem. Myślę, że w kolejnej firmie, którą będę robił, postaram się wdrożyć po prostu te rzeczy, żeby żeby ona była więcej warta, po prostu wymaksować jej wartość. I to jest jeden z dodatków.

Drugi dodatek, też taki, myślę, bardzo unikalny, to jest taki Exit Playbook, czyli jak my przygotowaliśmy Divante i Colsta do exitu, bo to były dobre exity, jak to zrobiliśmy. I tutaj też taka bardzo konkretna wiedza. Też udało mi się wciągnąć ludzi, którzy przy tym pomagali, żeby opisali. Jeden z nich zrobi w ogóle wideo na temat tego, jak przygotować firmę do exitu.

Więc generalnie wiesz, staram się grać grubo tymi dodatkami, myśląc sobie tak, że powinna tam być wiedza, której nie ma w internecie, czyli jak czat GPT się zaczyna gubić, to w tym momencie warto zadawać kolejne pytania i to powinny być odpowiedzi na te pytania, nie? Więc dużo się uczę robiąc te dodatki.

I trzeci rodzaj dodatku, o którym ci opowiadałem też przed nagraniem, dla mnie chyba najbardziej ciekawy w ogóle, to osoby, które opisywałem w książce jako takie bardzo ważne dla naszych historii. Na przykład Marcin Łaskawski, który mnie zastąpił w roli CEO Divante albo na przykład Chris Leis, który przejął stery Colsta. Zapraszam ich i zadaję im pytania o to, jak to wyglądało z ich strony.

I te historie są bardzo edukacyjne na pewno dla mnie, mam nadzieję, że też dla innych osób, bo one pokazuj z jednej strony perspektywę ludzi, którzy nie chodzą po podcastach – i to w ogóle też sobie uświadomiłem, jaka to jest olbrzymia ilość wiedzy, która jest ukryta. Zazwyczaj jest firma, jest jakiś frontman i ten frontman chodzi i opowiada o tej firmie. I my widzimy tę firmę oczami zazwyczaj tej jednej osoby, tak jak ona o tym opowiada. No i to nie jest pełen obraz.

Więc wciąganie kolejnych osób, które opowiedzą, jak wyglądało strategicznie zatrudnianie, zwalnianie, budowa kultury w Divante w czasach największego wzrostu, a jak to wyglądało, jak mieliśmy problemy. Czyli wiesz, perspektywa osoby, która budowała tę całą część taką ludzką, na przykład, nie? Super interesujące, często w kontrze odo tego, jak ja o tym myślę.

Te rozmowy też są często takie: Okej, Natalia, ale ja myślę, że tak. A Natalia mówi: No tak, a pamiętasz jak wtedy przyszłam do twojego gabinetu i cię opierdoliłam, bo to jest bez sensu. No tak, pamiętam faktycznie. Więc to to też jest bardzo takie edukacyjne i ciekawe, nie?

Staram się stworzyć coś fajnego. To jest dla mnie takie przedłużanie pracy nad książką, ale w inny sposób. Tak jak, powiedzmy, książka, to było spisanie tego, co ja wiem, to teraz ja się po prostu bardzo dużo uczę robiąc, bo inne perspektywy staram się spisać.

Bartosz Majewski: Ciekawe. Wyszedłem z PE Yourself w zupełnie innym kierunku, bo obserwację mieliśmy tą samą. Tyko ja doszedłem do wniosku: to ja zostanę tym gościem i stąd dołączenie do momentu.

Tomasz Karwatka: Tak, ale zauważ, że dokładnie to jest ta sama obserwacja. Znaczy, tam jest duży potencjał…

Bartosz Majewski: Ogromny.

Tomasz Karwatka: Bo wiesz, wydaje mi się, że przedsiębiorcy to są zazwyczaj osoby bardzo kreatywne, które lubią tworzyć nowe rzeczy i to jest super. Zazwyczaj przedsiębiorcy, my jako przedsiębiorcy, zostawiamy na stole jakie olbrzymie pokłady niewykorzystanego potencjału w tym, co już wymyśliliśmy. No bo chcemy wymyśleć następne.

Bartosz Majewski: … i nie lubimy dokręcać ostatnich 25% tych ostatnich 12 śrubek. Kto ma na to czas?

Tomasz Karwatka: Przecież już jest skręcone, mniej więcej. Pojedzie!

Bartosz Majewski: Dokładnie tak.

Tomasz Karwatka:

Tak, więc wiesz, ja się uczę tego. To są playbooki, które nie są też jakąś taką: nigdy o tym nie słyszałem, ale suma tych małych rzeczy bezwzględnie wykonanych nagle sprawia, że firma zamiast robić, nie wiem, 30 baniek EBITDA, robi 50. I wiesz, czasami to jest tak, że właśnie – tak jak mówisz – na poziomie, nie wiem, przychodów czy coś, to jest 20%, ale to jest już czysta EBITDA. To są takie rzeczy, że no okej, to podnieśliśmy ceny w tych dwóch planach i po prostu to jest free cash, który po prostu leci już do EBITDY, bo już wszystko jest zapłacone.

To jest czysty pieniądz i klienci w ogóle są nawet tego nie zauważyli. Są z tym okej. Czemu tego wcześniej nie zrobiliśmy? No nie wiem, nie było czasu, bo myśleliśmy o nowych planach, a nie o tych, które już mamy, nie? I to jest taki klasyczny moment.

Bartosz Majewski: 100%. A czemu wy w ogóle dajecie im to za darmo? Zacznijcie za to kasować. Nie? klasyka gatunku.

Wersje książki The Five

Bartosz Majewski: Wspomniałeś o tych wersjach książki. Nie będziemy mówić o tym, kto będzie czytał audiobooka, bo to jeszcze nie publiczna wiedza. To zostawimy ci na inny podcast. Ale książka nazywa się The Five. W niejże pisałeś o tym, że zalepiłeś swój deficyt języka angielskiego i że to było dla ciebie ważne. Jednocześnie książka jest napisana po polsku,

Jest wersja angielska?

Tomasz Karwatka: Tak. Jest taki pomysł, że może jak nam wyjdzie dobrze polska, to zrobimy po angielsku. Zacząłem o tym gadać z Brave. Zobaczymy. Na pewno jest jakiś potencjał w wydaniu tego po angielsku, ale musiałoby to być troszkę inaczej przygotowane i troszkę inaczej fokusowane. Dlatego że tak jak jest bardzo dużo książek o startupach po angielsku, tak nie ma praktycznie, są może trzy książki o prowadzeniu firm usługowych stricte po angielsku.

Bartosz Majewski: Nie z tej dekady.

Tomasz Karwatka: Tak, dokładnie. Tak, żadna nie jest z tej dekady. I tutaj myślę, że gdyby bardziej się skupić na tym aspekcie, to nie wchodziłoby się w konkurencję z tymi super książkami o firmach produktowych, o startupach. Ale to wymagałoby jakieś tam dodatkowej pracy, więc pewnie muszę trochę skończyć jedną rzecz i sobie może pomyślę o tej następnej.

Bartosz Majewski: Super. Być może techniczny aspekt wydawania książek, ale nie da się kupić twojej książki w wersji pojedynczej. Dlaczego taka decyzja?

Tomasz Karwatka: Da się. Można kupić jedną, a później już trzy. Ale cieszę się, że nie dotarłeś do tej wersji.

Bartosz Majewski: Twoja pierwsza książka była była o UX-ie? [śmiech]. To chyba był jakiś dark pattern, na który się załapałem.

Tomasz Karwatka:

Dokładnie tak [śmiech]. Ale to się bardzo cieszę. Generalnie właśnie mi serio mega zależy na tym, żeby ludzie to wykorzystali jako pretekst do do przekazania tego komuś. Serio. I miałem taką myśl najpierw, że dwie – dwie, bo ty i twój cofounder default – ale właśnie nie, bo to jest zbyt proste. No ty i twójfounder. I to nie musisz myśleć o tym.

Ale trzecia, moim zdaniem, odpala ciekawe myślenie w głowie, na zasadzie: nawet komu. I teraz wiesz, idealny dla mnie scenariusz to jest – temu kuzynowi, temu ziomkowi tu, co go znam, temu komuś, kto się tam pytał, temu studentowi AGH. Jakby wiesz, ktoś tam coś przebąkiwał o przedsiębiorczości. Podrzuć mu to po prostu. Może mu się nie przyda, może stół mu się kiwa, to sobie podeprze. A może mu się przyda, nie? [śmiech].

Fragmenty The Five Tomasza Karwatki w Interesach

Bartosz Majewski: Przygotowałem parę fragmentów twojej książki i chciałbym cię poprosić o pogłębienie. Lojalnie ostrzegam, że ja czytałem ten manuskrypt jeszcze przed redakcją, więc jeżeli coś zacytuję nie tak, to się wygładz. Proszę się nie zrażać, szanowni Państwo.

Strach przed porażką jako motywacja

Bartosz Majewski: Napisałeś — cytat:

W pierwszym roku działania firmy osobiście chodziłem na pocztę odbierać polecone. Gdy wszystko się paliło i waliło, ja stałem na poczcie z grupą emerytów płacących rachunki za prąd. Wiele razy czułem się wtedy bezsilny i przytłoczony. Do przodu pchał mnie głównie strach przed porażką.

A co cię teraz pcha do przodu?

Tomasz Karwatka:

Teraz mnie pchają dwie rzeczy. Jedna, strategicznie tak bardziej powiedzmy, to pcha mnie chęć, misja – misja zrobienia rzeczy i mam tę misję tak w miarę dobrze przemyślaną i spisaną, więc też nikt mnie o to nie zapytał, ale mogę się podzielić.

Są tam trzy rzeczy. Jedna to wesprzeć przynajmniej 100 przedsiębiorców w rozwoju ich firm, tak żeby to się stały firmy globalne. I mam na myśli bardziej o stu, bo myślę o takim prawdziwym wsparciu w sensie, że ktoś kiedyś…

Bartosz Majewski: Czyli nie wystarczy, że kupią książkę.

Tomasz Karwatka:

Tak, tak, ale jak kupią, może ze mną pogadają. Jakby, wiesz, że ta osoba zapytana kiedyś tam naprawdę powie: No okej, poczułem to wsparcie. Więc to jest często wsparcie takie nawet na lata, przez lata takie emocjonalne, nie jakieś takie nawet merytoryczne, bo bardzo wierzę, że przedsiębiorczość naprawdę zmienia świat na lepsze – wiem, że tu się zgadzamy – a to jest trudne i ja miałem w wielu momentach wsparcie i chciałbym, żeby inne osoby też je miały, może nawet więcej.

Druga rzecz to chciałbym stworzyć coś, co przetrwa 100 lat i tutaj się bardzo realizuję w projektach właśnie for good, szczególnie właśnie Połączona Puszcza Polska, no bo w tym projekcie jest zapisane, że ten projekt przetrwa i będzie będzie czymś, co zostanie po nas.

A trzecia rzecz to jest zapewnienie bezpieczeństwa, zdrowia sobie i bliskim. Więc tak, tak, taki prywatny cel. I to są faktycznie takie moje mega globalne cele, o których po prostu myślę i które realizuję, i one mnie pchają do przodu, i takie poczucie misji, celu w życiu jest po prostu super ważne. A druga rzecz, która mnie pcha do przodu, to strach przed porażką.

Bartosz Majewski: Nadal? Wiesz, oceniam z zewnątrz, więc nie widzę wszystkiego, ale z zewnątrz to wygląda, naprawdę mocno było ci trudno już przegrać w tym momencie, nie?

Tomasz Karwatka:

Wiesz, strach przed porażką, wydaje mi, się pcha nas w tych obszarach, gdzie robimy coś nowego dla nas. I teraz ja się czuję w miarę komfortowo tworząc firmy, inwestując. Nie czuję się w ogóle komfortowo pisząc książkę, robiąc jakiś szołbiznesowy event wokół tego. I tutaj na pewno mam dużo takiego, zupełnie szczerze, strachu przed porażką.

Mówimy o jakichś super ambitnych liczbach. Chcemy coś zrobić największe w Polsce i tak dalej, nie? I wiesz, ale czy ktoś przyjdzie? [śmiech]. Klasyczne pytanie, prawda? I też nie ma się co oszukiwać – ja się z tym czuję okej, akceptuję to. No to jest część tej zabawy, nie? Zrobienie rzeczy nowych.

Bartosz Majewski: Ciekawe, że nadal to masz w tym sensie, że wymieniłeś akurat takie przykłady, z którymi ja cię kojarzę od dawna, nie? Pierwsza twoja książka to jest to 2008, druga to jest chyba 2013, więc trzecia książka i nadal masz wątpliwości.

Tomasz Karwatka:

To jest zupełnie coś innego, Bartek, wiesz? Bo pierwsza i druga książka to były książki, po prostu, które napisałem w miarę merytorycznie w temacie biznesowym, które były trochę lead magnetem, marketingiem, gdzie wiesz, to nie było o mnie.

Moim zdaniem, jest dużo łatwiej pisać książkę… o: Szklanki Polski. Takie szklanki są takie, prawda? No bo recenzja tej książki jaka może być? No, nie opisał tam siódmej szklanki [śmiech], nie? i da cyt, nie? Natomiast jak piszesz o sobie, no to jakie mogą być recenzje, nie? Bullshit, nie? Co to jest w ogóle? Dużo bardziej się odsłaniasz.

Ja starałem się też w tej książce być szczery, tak jakbym z kimś rozmawiał. Część osób to zauważyło i to było fajne, że ktoś mi napisał: No czułem się, jakbym siedział z tobą przy piwie albo coś takiego.

O to mi chodziło, ale come on, to wymagało dużo takiej otwartości z mojej strony i myślę, że tak jest, że jak się czyta coś, to tak tego człowiek nie czuje. No bo ty nie wiesz, co jest dla kogoś trudne, ciężkie, nie wiem, wstydliwe, nie? Ale ta osoba to wie i ona to napisała. I ja, szczerze, tak jak uwielbiam raperów, to szczerze też im współczuję, bo ci dobrzy to naprawdę wywalają wszystkie flaki w swoich tekstach i to jest naprawdę duża umiejętność i odwaga takiego pokazania się naprawdę z jakiejś takiej strony, nawet której nie lubisz, nie?

Więc to to wszystko razem na pewno wymaga dużo takiej bezbronności, a to jest wśród, myślę, przedsiębiorców cecha, której my się boimy najbardziej. No bo bezbronność to znaczy, że tak naprawdę wystawiam się, nie używam swoich mocy przedsiębiorczych, firmy, maszyny, prawników, tego wszystkiego, tylko jestem po prostu gościem, nie? No i w biznesie to nie często się tak zdarza, nie? Raczej mamy jakieś tam maski nawet, wiesz, mamy maskę: wyluzowany prezes, fajny gość, nie? Ale to nadal nie jesteś tak 100% ty, no bo to jest jakieś takie, wiesz, trochę: okej, no dobrze się w tym czujęstąd.

Bartosz Majewski: Ciekawe. To co mówisz mocno ze mną rezonuje w tym sensie, że rzeczywiście jest tak, że mnóstwo przedsiębiorców, których znam też ja, nie tyle była nieszczera z innymi w znaczeniu było a, mówiliśmy b, co trzymaliśmy zawsze karty przy orderach, nie mówiąc, że na przykład boję się X albo stan konta to Y i z tymi pensjami to … i tak [śmiech] dalej, nie? To są bardzo częste strachy tego typu.

Co z founderem po exicie?

Bartosz Majewski: Okej, spróbujmy innego cytatu. W rozdziale o exitach napisałeś: 

Wielu founderów doświadcza nawet depresji i beznadziei, gdy nagle ma dużo wolnego czasu i pieniędzy, ale nie wie, co robić dalej i kim jest.

Udało ci się uniknąć tego losu?

Tomasz Karwatka:

Trochę mi się udało, trochę mi się nie udało. Nie wpadłem w jakąś dużą depresję. Było mi na pewno momentami ciężko, bo jak odcinasz tę swoją zajętość, to nie masz też wytłumaczenia na rzeczy, które uważasz, że są ważne, a się nimi nie zajmujesz, nie? Czyli no coś dla ciebie ważne, nie wiem, zdrowie, związek, jakieś relacje, rodzina, no to go for it. Masz ten czas i kasę. Możesz to robić. To jest tylko to.

No i co? [śmiech] No i się zaczyna ciekawie, nie? No bo okazuje się, różne rzeczy się okazują. Na przykład nie chcesz tego robić, czemu nie chcesz tego robić? Albo ktoś nie chce, ty chcesz, a ktoś nie chce. Różne ciekawe rzeczy się okazują. Trochę masz szansę stanąć w prawdzie.

Więc jeśli nie pójdziesz w kupowanie tam kolejnych pięciu Porsche i nie wiem czego jeszcze, tylko sobie po prostu usiądziesz i pomyślisz nad tym, dasz sobie tę szansę, no to na pewno ciekawe wnioski przychodzą i myślę, że można po prostu bardziej odkryć siebie w tym momencie, bo przez chwilę jest cicho, ten szum jest odcinany jak sprzedasz firmę i no ja starałem się to dobrze wykorzystać. Ale to jest jakiś taki proces mało komfortowy, nie? Mało komfortowy, ale wartościowy. Więc tak, no dla mnie dużo rzeczy z tego wyszło.

Później też jakieś takie wiesz, różne eksperymenty, czy ja chcę bardziej doradzać, czy ja chcę bardziej inwestować, czy co ja chcę robić. I dużo, dużo się o sobie na pewno nauczyłem i nabrałem takiego też dystansu do siebie.

Ale historie znam bardzo różne i też wiele bliskich mi osób, bo gdzieś mam takie wrażenie, że to jest takie pokolenie, powiedzmy, trochę jeszcze starsze od mojego do twojego i troszeczkę młodszego, gdzie teraz te exity się dzieją. Ja myślę, że wśród naszych znajomych po prostu rośnie ilość wyexitowanych przedsiębiorców. My jesteśmy też pewnie tym pierwszymi pokoleniami, które chcą tego robić, cieszą się tym albo aspirują do tego, w poprzednich jakoś tak chyba nie było za bardzo. Bardziej było takie, że zbuduję firmę dla dzieci, nie? Teraz więcej osób jest otwartych na to, żeby ją sprzedać, więc rośnie ilość tych osób i rośnie ilość różnych historii.

Często te osoby się do mnie zgłaszają gdzieś tam, żeby sobie pogadać, odbić myśli. To jest bardzo fajne i to też jest jeden z takich pomysłów, który wszystkim opowiadam, bo fajnie, gdyby ktoś zrobił takie po prostu małe community wyexitowanych founderów, żeby sobie mogli po prostu pogadać. Bo to są problemy, które dla wielu osób mogą być totalnie szokujące albo dziwne, albo takie trochę nie z tej ziemi.

No bo nagle panie i panowie, którzy już w sumie nic nie mogą, nic nie muszą, wszystko mogą, siedzą i się użalają nad sobą, nie? No bo mają jakieś problemy. Ale to, czego ja się nauczyłem, to jest to, że jak jesteś nieszczęśliwy to zwiększająca się nagle dramatycznie ilość pieniędzy na twoim koncie nie sprawi, że zaczniesz być szczęśliwy. Nie myślę, że możesz mieć jeszcze większy dylemat i poczucie beznadziei, że ten exit, na który czekałeś lat X, tego nie zmienił i że nadal jest siedzisz, i jesteś nieszczęśliwy, nie?

Więc to są ciekawe na pewno dylematy. A natomiast bardziej myślałbym o tym, że po exicie ludzie mają finanse, czas i sprawczość, i to moje rozwinięcie tej takiej ścieżki for good z tego wynika. I wydaje mi się, że to jest świetna droga, którą ja bym też chciał trochę zachęcić innych do pójścia, nie? Ze wyexitowałeś się wspaniale, chcesz robić następny biznes, super, a przy okazji możesz też popróbować zrobić rzeczy for good i zobaczyć, jak bardzo rewarding one są, bo są, no są bardzo.

Czy pieniądze dają szczęście? Odpowiedź autora The Five

Bartosz Majewski: Złamiemy trochę szyk, który sobie zaplanowałem, ale to nic nie szkodzi, bo chyba trochę zacząłeś odpowiadać na pytanie, które mam w sekcji dla publiki. Bo ktoś z publiki, wyobraź sobie, zapytał cię, czy pieniądze dają szczęście.

Tomasz Karwatka:

No nie, nie dają. W sensie, wydaje mi się, że pieniądze to jest lewar do tego, co już masz. To znaczy, jeśli jesteś dupkiem, to będziesz totalnym dupkiem mającym 100 pieniędzy, bo będziesz mógł być totalnym dupkiem. Będziesz mógł pomiatać ludźmi, rozbijać drogie samochody, robić różne bardzo dupkowate rzeczy.

Jeśli jesteś kimś, kto się troszczy, to będziesz mógł się jeszcze bardziej troszczyć, bo będziesz mógł wspomagać innych ludzi. Jeśli jesteś, wiesz, przedsiębiorczy, będziesz jeszcze bardziej przedsiębiorczy. Więc wydaje mi się, że to jest takie taki lewar, ale jeśli jesteś nieszczęśliwy, no myślę, że nie będziesz nagle bardziej szczęśliwy, będziesz może nawet bardziej nieszczęśliwy w tym wszystkim.

I też mam bliskiego kolegę, który przetestował wszystkie chyba strategie skupione na hedonizmie jako odpowiedź, czyli po prostu zostanę hedonistą i zrobię wszystko, co robią hedoniści. I zajęło mu to parę lat, ale przeszedł grę. Serio przeszedł grę w hedonizm i wylądował na końcu dokładnie z tym samym, co teraz.

No bo wszystko się nudzi. Na końcu, myślę, że się wraca do tego co mówiliśmy, czyli jakiś cel życiu, coś, co ci sprawia frajdę i that’s it.

Rola bezpieczeństwa finansowego w życiu Tomasza Karwatki

Bartosz Majewski: Zmieniając nieco temat – w książce dałeś się poznać jako adwokat dywidend i secondaries. Czemu nie zagrać długiej gry i nie postawić wszystkiego na wzrost? Czemu odryzykować to tak, jak to postulujesz?

Tomasz Karwatka:

To jest coś, co dla mnie działa. Myślę, że dla różnych ludzi różne rzeczy działają. Ja pochodzę z małej wsi, z biednej rodziny, chociaż nigdy nie czułem się biedny, ale z rodziny, która nie ma posiadłości i tak dalej. Więc zawsze odczuwałem taką zdroworozsądkową potrzebę zabezpieczania się finansowo, bo bardzo do mnie trafiają wszystkie takie złote rady, poduszki. finansowe i tak dalej.

Więc myślę o tym tak bardzo racjonalnie. To jest strategia dywersyfikowania ryzyka. Po prostu nie warto mieć wszystkiego w jednym miejscu, co nie zmienia faktu, że można grać w długą grę i łączyć tego z tą strategią, no bo można zrobić secondaries i zostać w firmie.

I często nawet – i to też widziałem takie przykłady w najbliższym otoczeniu – ktoś zrobił secondaries, został w firmie, w następnej rundzie wynegocjował sobie ESOP, który mu przywrócił de facto jego stan posiadania i wszyscy są happy nadal z tym, no bo przecież inwestorzy nadal zarabiają. Ten ktoś ma już spłacone wszystkie kredyty, ma jakieś tam mieszkania.

Na pewno jest to osoba, która będzie w stanie podejmować większe ryzyko w tym biznesie, który prowadzi, bo to nie jest jego jedyna rzecz, którą ma. Więc wydaje mi się, że to de facto może być strategia, która sprzyja graniu long i graniu na większym ryzyku, bo nie ryzykujesz wszystkiego.

I to jest jedna myśl. Druga myśl – od zawsze mieliśmy w z moim bratem Piotrem takie myślenie, że jak mamy jakichś pracowników, to oni wracają po pracy do domu, gadają ze swoim partnerem, partnerką i jak ciężko pracują, to tam bardzo często pojawia się pytanie, co ty z tego masz? Ja zawsze myślałem o tym, żeby ta osoba czuła się dobrze wracając do domu, żeby wiedziała, co z tego ma i żeby była w stanie powiedzieć: No mamy to, że spłaciliśmy ten kredyt.

Dla mnie też jest bardzo istotne, żeby będąc inwestorem, wspólnikiem w różnych tych setupach, czy nawet jak doradcą jestem, to żeby ci ludzie byli bezpieczni, z którymi jestem, bo mi to daje takie poczucie, że to jest fair, że jesteśmy fair. Czyli jak, nie wiem, we Vue Storefroncie były kolejne rundy, to my rozmawialiśmy z chłopakami: Chłopaki, jest dobry moment, sprzedajcie sobie troszeczkę tych secondaries, pospłacacie sobie rzeczy i lecimy dalej. Wiem, że was to jara, że chcecie tu być i chcecie mieć jak najwięcej udziałów, bo wierzycie w tę firmę, ale to nie stoi na przeszkodzie, żebyście się też pozabezpieczali trochę, nie?

Dla mnie to jest taki objaw troski nawet, wiesz od inwestorów dobrych – myślę, że oni też chcą, żeby na końcu to był winning game dla tych osób. A no może się zawsze nie udać biznes. I jak rozmawialiśmy o porażce, no to wiesz, w biznesie czasami tak jak w sporcie, że po prostu możesz mieć jedną potężną porażkę i już nie jesteś mistrzem, nie? I i jeśli masz wszystko w jednej firmie, no to to cię może wymazać z planszy nawet coś bardzo mało prawdopodobnego. A jak doskonale wiesz z lektury Taleba, bardzo mało prawdopodobna rzecz w bardzo długim czasie staje się wysoce bardziej prawdopodobna, prawda?

Bartosz Majewski: Tak jest.

Tomasz Karwatka: Przy long game trzeba faktycznie myśleć o wszystkich tych 1-procentowych szansach na bankructwo.

Spółki usługowe są super – o jednym z rodziałów książki The Five

Bartosz Majewski: Ty nosisz różne czapki – czapkę przedsiębiorcy, czapkę def, czapkę inwestora i w kontekście tego masz różne punkty widzenia w ramach tej samej głowy. Jeden z rozdziałów nazywa się Spółki usługowe są super. Delikatnie mówiąc, jest to powszechna opinia w zakresie ludzi, którzy prowadzą tego typu biznesy i niepowszechna w zakresie inwestycyjnym.

Jak ty o tym myślisz i dlaczego spółki usługowe są super?

Tomasz Karwatka:

Są super dlatego, że pozwalają szybko zacząć i bez kosztów, i nie musimy mieć inwestorów, żeby zacząć. Pozwalają na bardzo szybką weryfikację, czy to, co robimy, ma sens, bo nie musimy budować długo produktu, żeby zobaczyć, czy ktoś chce kupić naszą usługę i za nią zapłacić.

Więc pozwalają nam mieć bardzo duży ownership i sprawczość od początku, od w zasadzie dnia pierwszego. Pozwalają nam być bardzo blisko klienta i rozumieć jego potrzeby dużo lepiej niż większość startupów rozumie potrzeby swoich klientów na pierwszych dwóch rundach nawet. Bo po prostu my cały czas pracujemy z klientami i nie tylko pytamy się ich, czy byście kupili ten produkt jakby był, tylko im po prostu rozwiązujemy realne problemy i widzimy, że oni za to płacą.

A myślę, że jedyne fair głosowanie w biznesie to jest płacenie. To znaczy, jak ktoś mówi, że by coś kupił, to po prostu jest miły. Jak ktoś kupuje, to kupuje – to trzeba zapłacić.

Więc masz olbrzymią przewagę prowadząc firmę usługową nad wszystkimi startupami, które próbują wejść do tego obszaru, bo naprawdę rozumiesz, jak to działa. Masz głębokie zrozumienie tego, więc można się nauczyć świetnie biznesu nie tylko swojego, ale też innych.

I myślę, że to jest pierwszy etap, czyli budowanie firmy usługowej, to jest zajęcie pozycji, niesamowicie dobrej pozycji. I teraz część osób usadawia się tam, rozbija sobie swój parawan i mówi: To ja tu zostanę. To jest pięknie. Which is fine. To jest okej. Natomiast część osób mówi: No jest pięknie, to teraz na tej plaży ja postawię tak budkę tutaj, tu lody, a tutaj [śmiech] molo zbuduję, no bo już znam tą plażę, prawda? I trochę jest to o tym.

Wydaje mi się, że można zająć świetną pozycję, z której potem można zbudować produkt, który nomen omen możesz już sam sfinansować, bo – guess what – zarabiasz pieniądze. Możesz być świetnym inwestorem, możesz być inwestorem w spółki, dla których pracujesz, swoich klientów, dla ludzi, którzy dla ciebie pracują. Rozumiesz cały ekosystem, masz olbrzymią przewagę.

Dlatego wydaje mi się, że strategicznie to jest świetne miejsce. Jest bardzo dużo – myślę, że w ogóle zdecydowana większość – przedsiębiorców, którzy na samym początku robili usługi, czegoś się nauczyli. Niektórzy po prostu o tym nie mówią i my nawet nie wiemy, że taka była historia danej firmy. Natomiast jak się pogrzebie, to tych historii jest bardzo dużo i dlatego nie warto się zupełnie za nie wstydzić czy czy krępować.

Też wydaje mi się, że dzisiaj można te firmy usługowe budować w taki inteligentny sposób. Gdzieś tam zaczynam przemycać to sformułowanie Karwatka Framework, ale to dlatego, że trzeci raz już teraz robimy firmę, która jest usługowa, ale ma swoje IP…

Bartosz Majewski: W sensie Divante, Colsta, Rigby…

Tomasz Karwatka:

Tak, ma swoje IP i to pozwala na niesamowite wyniki, jeśli chodzi o linię usługową, bo te stawki są bardzo wysokie, jest super duży dopływ leadów, a jednocześnie na budowę IP, które samodzielnie też ma bardzo dużą wartość i to jest on you, czy ty to kiedyś wydzielisz jako firmę osobną, produkt, czy nie. Więc to się da robić.

Robiąc research do książki, bo opisuję też ten framework w dodatku, to zacząłem się odzywać do innych firm, które robiły też takie modele i tych firm jest nawet w Polsce sporo. Gdzieś tam zaczęły mi opisywać swoje case’y. Tak że dlatego myślę, że to jest super. I jakbym miał zaczynać dzisiaj, to bym pewnie znów zaczął od firmy usługowej właśnie, bo bardzo szybko niesamowity advantage można zyskać.

Bartosz Majewski: Bardzo ciekawe.

Różnice między rozwojem Open Loyalty i View Storfront

W Open Loyalty zajęło to dłużej. Musieliśmy kilka razy dopłacać do firmy z kasy udziałowców, jednak powolne budowanie sprawiło, że każda złotówka była wydana bardzo efektywnie. W wypadku View Storfront ciśnienie ze strony kolejnych inwestorów zmuszało nas do szybkiego wzrostu za wszelką cenę, co zawsze oznacza marnowanie dużych ilości kasy.

Jak te spółki mają się do siebie dzisiaj przychodowo? Bo faktycznie jedna była self founded za niemałe pieniądze, ale jednak, a druga była właśnie klasyczną ścieżką, wręcz posterboyem VC.

Tomasz Karwatka: Tak. Nie zdradzając tajemnic spółek, to mają one dzisiaj bardzo podobne przychody, co jest z jednej strony szokujące. Z drugiej strony, jak się śledzi inne przykłady, to totalnie bardzo często tak się dzieje, nie? I tak, kropka.

Bartosz Majewski: Zróbmy raczej przecinek, bo mam wrażenie, że szokujące to jest mało powiedziane w znaczeniu tego, że – taka jest moja percepcja, ale w percepcji przeciętnego polskiego startupowca to ta dyskusja a propos tego, czy się bootstrapować, czy zbierać rundy, urosła wręcz do pewnego rodzaju wyznania wiary. A ty mówisz, że: no zrobiliśmy tak i tak. W sumie wyszło podobnie. [śmiech] Mam wrażenie, że trzymasz klucze do zakończenia tej dyskusji.

Tomasz Karwatka:

Tak, no wiesz, bo to są takie, myślę, dyskusje trochę teoretyczne, nie? I ja nie ja nie jestem jakiś ortodoksyjny. Staram się mieć opinie, które oddają po prostu rzeczywistość i niestety najczęstsza opinia, która oddaje rzeczywistość, jest albo to zależy, albo nie wiem [śmiech]. Natomiast wniosek może jest taki, czy jeden z wniosków dla mnie, że bardzo dużo zależy od rynku, jak nas odbiera rynek.

I teraz jeśli masz spółkę, która jest po prostu super hot dla rynku, czyli dostajesz się do YC, oni cię tam chcą po prostu, bo uważają, że to jest super, robisz headless commerce, to jest super, bo akurat jest COVID, to jest wszystko wszystko random casy, nie, po prostu to się razem nakłada. I nagle to wygląda jakbyś złapał Boga za nogi po prostu. My mieliśmy takie:

Chłopaki, jak wy to wymyśliliście? Wow, długo nad tym myśleliście? To jest genialne!

– No tak, z zero minut, nie? Po prostu robiliśmy to i wyszło tak akurat.

Z drugiej strony masz spółkę, która robi lojalność i to się wydaje: No ale jest soft do lojalności, jest ich dużo. Po co wam to w ogóle? To jest nudne. Ktoś to jeszcze robi? Wiesz, stary, nie, ja miałem od, nie wiem, inwestorów Divante jakiś taki feedback: To jest chyba bez sensu. Może lepiej [śmiech] tego nie róbcie. Więc tam w pewnym momencie ukrywaliśmy to w linii przychodowej, żeby ich nie denerwować.

Mieliśmy bardzo dużo feedbacku: Ale programy lojalnościowe przecież nie działają. Po co wy to w ogóle robicie? I też okej, no rynek mówi, że tego nie chce finansować, ale czy to znaczy, że to jest niedobre? No nie, no rynek tak mówi. No nadal możesz robić swoje. Mogliśmy robić swoje i okazuje się, że to jest jednak potrzebne. Rynek tego chce. Jest to super.

To to jest jeden wniosek.

Drugi wniosek też bardzo nawiązujący do do książek. Jedna z moich ulubionych książek Hasela To co Niezmienne, bo chyba po polsku już jest, która mówi o tym, że generalnie bardzo dużo rzeczy jest takich, których się nie zmienia. No i teraz jak sobie popatrzysz na to, że masz jakieś koncepcje bardzo takie nowe i nie wiadomo, czy one przetrwają, czy mówisz na przykład: headless software, nowy koncept w budowie software’u, no jest tutaj z nami od jakiegoś czasu, nie wiadomo czy przetrwa.

Z drugiej strony mówisz: lojalność klientów, no wow, jest tutaj już pewnie z 10 000 lat. Prawda?Fajne, fajne koła mi utoczyłeś. Przyjdę do ciebie po następne, prawda? Okej, to następne sprzedam ci trochę taniej. Okej, to tu było. Czy to tu będzie? No myślę, że będzie, nie?

Więc znów można różnie biznesy budować i ja bardzo dużo mówię o tornadzie, o tym, żeby łapać te trendy technologiczne i tak dalej. Natomiast kontrariańskim podejściem w dzisiejszych czasach jest budowanie biznesów na tym, co niezmienne. I na pewno Open Loyalty trochę w tym jest, nie? Że po prostu budujemy program lojalnościowy, bo łatwiej jest sprzedać coś klientowi, którego już masz, niż zdobyć nowego. Kropka. Nie?

Czy ja wiedziałem, że to wyjdzie tak, a to tak? Nie, nie wiedziałem. Po prostu trzeba robić. Trzeba robić i później można chodzić na konfy i opowiadać, że się wiedziało [śmiech].

Dlaczego Tomasz Karwatka i ja czytamy Geoffreya Moore’a?

Bartosz Majewski: Super. Wyjdźmy na chwilę z książki, bo jest parę innych ciekawych tematów. Jak byłem mały i pracowałem jako handlowiec Divante, to już było paręnaście lat temu, to pierwszy raz z twojej rekomendacji przeczytałem, bo wtedy jeszcze się nie słuchało książek, Crossing the Chasm Geoffreya Moore’a.

Kim jest Geoffrey Moore?

Tomasz Karwatka:

To jest prorok w ogóle. To jest gość, który – ja wpadłem na te książki jakoś randomowo zupełnie i jak czytałem tę i później, a szczególnie właśnie Inside the Tornado, to miałem takie: czemu mi tego ktoś wcześniej nie powiedział? Przecież to tak działa. To był jak podręcznik do fizyki, nie? Typu to jest grawitacja, to tak działa, to spadnie zawsze tutaj z tego stołu, jak ten. I też miałem taką potem myśl, że te książki – w ogóle po polsku to się chyba jedna tylko ukazała, Przekroczyć Przepaść i a jest ich kilka, i wszystkie są nieprawdopodobnie dobre – i to też tak pokazało mi, jaki mamy brak nawet wiedzy w Polsce, że po prostu ja nie wiedziałem o tej książce.

Potem ją tobie pokazałem czy komuś, ale to było ciągle pokazywanie na nowo tej książki, w której jest taka trochę prawda objawiona, jak działa rynek technologiczny i to bardzo prosto to podana, i w zasadzie po prostu weź i rób. A ty, ty jakie miałeś wrażenie?

Bartosz Majewski: Ja miałem, wiesz, z tamtych czasów, bo mi zajęło dowiedzenie się, że istnieje druga, trzecia i czwarta, no nie chcę ściemniać, ale pewnie z 10 lat, w związku z czym pamiętam, że objawieniem był wykres, znaczy, że istnieją w ogóle innowatorzy i early adopterzy i że jest jakaś rozpadlina, przez którą trzeba przelatywać i są konkretne techniki przelatywania.

I dla mnie to było szokujące, ponieważ nagle okazywało się, że to jest jednak głupie, co my robimy, że jedziemy do jakiejś tam Łodzi czy Zielonej Góry razem pozyskiwać jakąś szwalnię, a ta szwalnia jest kompletnie niegotowa na to, żeby kupować innowacyjne rozwiązania, które my jej opowiadamy i dlatego oni robią takie wielkie oczy, bo oni nie są tym typem klienta i jesteśmy głupi, że tam w ogóle jedziemy.

Tomasz Karwatka: Tak.

Bartosz Majewski: Więc to było to było objawieniem. Dopiero później, jak przeczytałem resztę, to zdałem sobie sprawę z tego, że gościu – bo obserwację mam tę samą, ale inne wnioski – jest blueprintem, ale nie w znaczeniu, że on ci go daje, tylko że on jest nim, czyli gościu pracował jednocześnie w firmie doradczej, pisał książki i pracował w funduszu. Okej, to fajne [śmiech].

Tomasz Karwatka: Monetyzował swoją wiedzę.

Bartosz Majewski: Tak i stwierdziłem, okej, dobry pomysł, żeby zostać tym gościem, więc ja wyciągnąłem na przykład to.

Tomasz Karwatka: O, bardzo ciekawe. Super. No, bardzo, bardzo trafne. No ciekawe.

Jak inwestuje autor The Five?

Bartosz Majewski: Okej. A powiedz jak inwestujesz, że przychodzi do ciebie, nie wiem, spółka usługowa i co ona musi mieć w sobie, żeby cię przekonała?

Tomasz Karwatka:

Pewnie trochę inaczej inwestuję w spółki usługowe, trochę inaczej w startupy typowe. Mogę udzielić odpowiedzi zatem podwójnej.

Pierwsza jest dużo prostsza i wiele razy mnie ktoś o nią już pytał, więc – jeśli przychodzi startup, to patrzę na to, czy founderzy są niesamowicie dobrzy i po prostu 100 razy lepsi niż ja, i to co robią, nie jest strasznie głupie. I jeśli jest dwa razy tak, to inwestuję, bo nic więcej się nie da ocenić na etapach pree-seed, na których inwestuję.

Bartosz Majewski: Czyli później nie bardzo.

Tomasz Karwatka:

Później nie bardzo lubię inwestować. Zdarzyło mi się i nawet odniosłem spektakularne sukcesy, ale to jest trudne dla mnie, bo musi być wtedy mój input ważny.

Udało nam się z Piotrem poprzez najpierw doradzanie zostać inwestorami bardzo wczesnymi w Cyberfolks i to jest dla nas bardzo dobra inwestycja finansowo, bo ta firma wspaniale rośnie. Bardzo dużo się nauczyliśmy, ale też dużo daliśmy od siebie, bo tam doradzaliśmy i wspieraliśmy ją kilka lat we wchodzeniu do e-commerce. To jest taki nietypowy przykład dla mnie późnej dosyć inwestycji, bo to już była duża firma

I dlatego jest to trudne dla mnie, bo ja bym chciał wtedy faktycznie móc się zaangażować i żebym czuł, że też mogę zyskać coś więcej niż po prostu tylko wrzucić ticket.

Natomiast jeśli przychodzą firmy usługowe, to ja przede wszystkim szukam, czy da się zastosować ten framework nasz, czyli czy ta firma ma potencjał do stworzenia produktu, który ją odróżnia od innych firm usługowych, da jej duży boost i pozwoli tym samym wejść na szybką trajektorię wzrostu. Bo te firmy usługowe, które nam się udawały, rosły w tempie prawie startupowym, bardzo szybko.

Mogę podać przykład – mam nadzieję, że to nie będzie chamska reklama, ale mogę po prostu powiedzieć, jak myślałem o konkretnym przykładzie, w który zainwestowałem. Czekam na pozwolenie [śmiech].

Bartosz Majewski: Absolutnie pozwalam.

Tomasz Karwatka: Okej.

Bartosz Majewski: Jestem bardzo zaciekawiony.

Tomasz Karwatka:

Spotkaliśmy kiedyś taką firmę Incro. To jest firma, która – jak się spotkaliśmy – to robili takiego fractional CFO dla różnych firm. To jest usługa, która jest generalnie przydatna, pożyteczna. Poleciliśmy ich do Rigby, czyli szybko rosnącej spółki, w której jesteśmy i faktycznie okazało się, że bardzo im to pomogło.

Okej, czyli jest jest spółka, która usługowo jest fajna, robi dobrą robotę, ma bardzo dobrych founderów, którzy są też nastawieni na to, że chcą ją zbudować – chcą zbudować wartość. Zaczęliśmy z nimi rozmawiać, czy jest możliwość na zbudowanie jakiegoś własnego produktu, który by odróżnił tę firmę od innych firm usługowych, dał jej możliwość na skalowanie. No i i stwierdziliśmy, że tak, jest tam taka możliwość, możemy stworzyć produkt, który ułatwi i zautomatyzuje część tych operacji, które robi twój CFO, czyli dyrektor finansowy. Szczególnie jeśli go jeszcze nie masz, to to może ci pomóc rozwiązać pewne problemy.

I dzisiaj ten software produkujemy, jednocześnie już nawet jego produkcja – to jest bardzo ciekawe, to jest rzecz, której wcześniej nie widziałem – sprawia, że chodząc po kolejnych firmach ty zupełnie inaczej wyglądasz, bo nie jesteś firmą, która przychodzi i mówi: Chcę wam sprzedać po prostu CFO na godzinę, tylko mówi: Słuchajcie, robimy taki produkt, który ma zaoszczędzić firmom, które szybko rosną, mnóstwo czasu i pracy. Szukamy firm na test drive, które chcą przetestować, bo coś już mamy. Zobaczcie, tak to wygląda.

Nagle ludzie z tobą zaczynają rozmawiać dużo poważniej, z większym zaciekawieniem, no bo widzą większą wartość, którą przynosisz do stołu i większy partnership, czyli ty coś przynosisz ciekawego dla nich, a nie tylko swoją ofertę handlową. Więc już nawet widzimy, że Incro zaczyna być boostowany przez ten proces, że okej, oni coś robią fajnego, fajne firmy chcą z nimi gadać, więc przy okazji zaczynasz więcej usług sprzedawać. Jeśli ten produkt dobrze zadziała, no to będziemy mogli przeskalować tą firmę.

I to jest taki nasz framework, że jest firma usługowa, która ma swoje coś unikalnego. To coś jest technologiczne, pozwala zdobywać leady, podwyższa stawkę, bo daje większą wartość. Myślę, że taka jest przyszłość firm usługowych, czyli będziemy się bardziej coraz bardziej rozliczać za wartość, którą dostarczamy. Więc wiadomo, że będą musiały być rzeczy automatyzowane i informatyzowane, no bo to sprawi, że więcej wartości dostarczymy.

Więc w wypadku firm usługowych to podejście jest inne. My też inwestujemy tak, żeby mieć więcej udziałów, bo mamy taki w sumie złoty nasz poziom 40% dlatego, że chcemy mieć jak najwięcej, bo budujemy te firmy po to, żeby one były dywidendowe. Jednocześnie bardzo dużo im poświęcamy czasu i uwagi, ale nie chcemy przekroczyć tej magicznej bariery, gdzie ktoś przestaje czuć, że to jest jego firma.

My byliśmy też po różnych stronach, bo w Divante sprzedaliśmy 51%, mimo że mieliśmy bardzo dobrych inwestorów – i zawsze ich chwalę, bo to też jest rzadkie, że masz tak dobrych inwestorów polskich, którzy są zawsze słowni i tak dalej. Super relacja – wiem, jak jest ciężkie dla przedsiębiorcy, jak w pewnych momentach uświadamia sobie: no okej, ale to nie jest moja firma, nie?

Nigdy nie chciałbym, żeby moi partnerzy tak się czuli. Chciałbym, żeby zawsze czuli, że to jest ich firma. Więc gdzieś mamy taki sweet spot właśnie 40%, które chcemy mieć w tych spółkach. Widzimy, że to super działa i to już od Callstacka nam to fantastycznie działało.

No więc to jest bardzo dobre pytanie, bo nikt mnie o to nie pytał. To nie jest tak, że to jest jakaś wiedza tajemna, a myślę, że przydatna w myśleniu generalnie ludzi też, którzy pozyskują inwestora. To znaczy, jak po drugiej stronie ten inwestor może myśleć – przynajmniej ja tak myślę, że jeśli to są usługi, to jest dywidenda, to wiadomo, że ten inwestor będzie chciał dużo, wiadomo, że on nie będzie się schylał po 5%. Ale wtedy pytanie, jak złapać takiego inwestora, który ci da maxa też, który ci faktycznie mocno pomoże.

No i też dobrze, moim zdaniem, jest – szczególnie w firmie usługowej – bronić tej swojej suwerenności i walczyć o to, żeby nadal to była większościowo twoja firma, bo jesteś z nią związany i ty w niej pracujesz, więc to jest totalnie dla mnie zrozumiałe.

Jak Tomasz Karwatka został inwestorem w Rigby

Bartosz Majewski: A to opowiedz nam to samo na przykładzie Rigby, bo mam wrażenie, że to jest zupełnie niezrozumiała spółka z twojego portfela.

Tomasz Karwatka:

Okej, dobrze. Rigby, bardzo ciekawy case, bo jako inwestorzy z Piotrem jakiś czas temu zainwestowaliśmy w taką platformę Meduza. To jest platforma, która jest takim nowym Magento, powiedzmy – my w Divante dużo pracowaliśmy z Magento, taką platformę e-commerce, mieliśmy takie love-hate relation. Zresztą byłeś pewnie świadkiem nie raz – i znaleźliśmy spółkę, która robi takie nowe Magento, więc stwierdziliśmy, że warto w nich zainwestować.

Firma jest z Danii, super, fajnie sobie rośnie i to jest firma produktowa, która robi platformę e-commerce. Jakiś czas po tej inwestycji, na 2 lata, odezwała się do nas firma z Wrocławia, która napisała do nas: Hej, widzimy, że jesteście inwestorami w Meduza, a my wdrażamy sklepy na Meduza, więc wydaje nam się, że byłoby fajnie, gdybyście chcieli zostać inwestorami u nas, bo będzie to synergiczne i na pewno możecie nam dużo podpowiedzieć ciekawych rzeczy. I oczywiście to ma dużo sensu, więc stwierdziliśmy, że bardzo chętnie.

Zostaliśmy inwestorami w Rigby, która wtedy po prostu wdarzała oprogramowanie Meduza.

Bartosz Majewski: Jak duża to była wtedy firma?

Tomasz Karwatka: Nie chcę cię skłamać, ale kilkaset tysięcy przychodu.

Bartosz Majewski: Okej.

Tomasz Karwatka:

Mała firma. Mała, bardzo wcześnie. I przynieśliśmy cały nasz framework z Divante, z Callstacka: Okej, panowie, to tak, polskich klientów na razie zostawmy. Nie chcemy ich. W sensie, zostawmy, zakończmy ten rozdział. Skupmy się na klientach tylko zagranicznych. Wykorzystajmy całą wiedzę, którą mamy. Podnieśmy stawki tam po prostu. Od razu stawki podnieśliśmy dosyć mocno.Zdzwońmy się z Meduzą, zacznijmy budować tę relację, czyli zróbmy taki po prostu typowy playbook, porządny, jak firma usługowa powinna zrobić.

I to był taki starting point, i to od razu dało duży boost – po prostu z kilkaset tysięcy na kilka milionów przychody od razu skaczą. No bo po prostu robisz dobrze tą robotę, czyli takie – z Moore’a – robisz swoje takie performance zone, czyli dokładasz całe sprzętowanie do core biznesu, żeby wyciskać maksa z tego.

No i i fajnie. Natomiast oczywiście nasza druga myśl była od razu: no okej, no ale bez własnego produktu, no to to nie będzie nigdy rocket. No więc trzeba stworzyć jakiś produkt. Jaki produkt? No nie stworzymy platformy e-commerce, bo Meduza, raz: jest dobra, dwa: jesteśmy ich partnerem. Więc co jest na rynku? Gdzie jest jakaś dziura?

Okazało się, że jest sporo firm, które chcą robić marketplace’y, czyli takie Allegro, dla jakiejś niszy X. To są najczęściej takie przypadki – Allegro dla mebli, potrzebuję mieć marketplace dla mebli, dla elektroniki. Jest takich firm bardzo dużo. W każdym kraju jest pewnie z 50, 60 takich case’ów. I jedyne software’y, jakie są do teg,o to są bardzo takie enterprise’owe, gdzie licencje kosztują miliony po prostu, dosłownie miliony.

Więc jest jest Coca-Cola na rynku, to my zróbmy Pepsi, zróbmy coś nowego, open source’owego za darmo, spróbujmy rozwalić rynek, bo to też jest bardzo dobry playbook i taka strategia. Jeśli masz 0% rynku, to możesz spróbować rozwalić ten rynek, bo i tak nic nie masz z niego. Próbując rozwalić ten rynek, rozwalisz go dla wszystkich, którzy są, a dla siebie wykreujesz.

Więc zrobiliśmy tę strategię. Okazało się, że to był dobry pomysł, bo platforma Merkur, którą Rigby zaczęło budować, zaczęła generować bardzo dużo leadów. Buduje ją Rigby w oparciu o Meduzę, więc też Meduza się bardzo ucieszyła, że okej, to będziemy mieć takie fajne rozszerzenie, też będziemy wam podsyłać klientów.

No i nagle z małej firmy usługowej, tak naprawdę, wrocławskiej, zamieniamy się w firmę, która jest najlepszym partnerem Meduzy, która sama w sobie bardzo rośnie, bo trafiona inwestycja, a przy tym ma swój bardzo unikalny produkt, który ma bardzo duże zapotrzebowanie na rynku i zaczyna rosnąć na tych dwóch nogach. Mając swój własny produkt możesz podawać, jakie stawki chcesz. No bo klienci nie przychodzą do ciebie, bo jesteś firmą z Polski, tylko przychodzą do ciebie, bo chcą używać Merkur i ty go stworzyłeś, więc nie ma nikogo, kto go lepiej zna – więc: no okej, jaka jest stawka, no taką trzeba zapłacić, no co zrobić.

Ten biznes usługowy po prostu bardzo mocno boostuje. Możesz reinwestować w biznes produktowy, do którego nie potrzebujesz mieć żadnych inwestorów ani nic. Masz w pełni swój produkt, który zaczyna bardzo rosnąć, który ma bardzo dużo udanych wdrożeń, bo ty wdrażasz dobrze te produkty, więc masz duże success ratio, czyli klienci widzą, że naprawdę działa ten produkt.

No i teraz gdzieś właśnie wprowadzamy licencję, czyli zaczynamy już budować tę drugą linię przychodów, już produktową, z licencji i na razie nie ma planów, żeby wydzielać. Robimy to razem, ale myślę, że kiedyś tak może się zdarzyć. I to jest właśnie taki ten playbook nasz zrealizowany w praktyce.

W tym roku Rigby będzie miało wysokie kilka milionów EBITDY – już nie przychodu, tylko EBITDY.

Bartosz Majewski: Super.

Tomasz Karwatka:

Tak więc wzrost jest bardzo fajny. Oczywiście są wszystkie problemy takie wzrostowe – i tutaj Kuba i Grzesiek super przedsiębiorcy  – i z jednej strony fajnie jest mieć framework i gdzieś radę, no ale ten framework wdrożony przez kogoś, kto nie jest tak dobry jak oni, no to też by nie zadziałał. Więc absolutnie tutaj oddaję pełen kredyt chłopakom. Super to robią, naprawdę mają świetny zespół.

I wiesz, wydaje mi się, że może to też jest nawet taki dobry przykład. Fajnie, żeby tak częściej było. Wyobrażam sobie, że doświadczony przedsiębiorca z branży X, jakiejkolwiek, nie wiem, meblarskiej, zaczyna inwestować w startupy meblarskie i mówi im: Okej, chłopaki, super macie pomysły, design super, ja jestem już za stary na to, ale ja wiem, jak tę fabrykę zbudować. Ja wam pomogę i oszczędzicie 30 milionów i 3 lata, bo ja już to robiłem wiele razy. I to jest trochę tak samo, nie? My mówimy: Okej, ten framework zadziała, to są inni klienci, wy się lepiej na tym znacie, ale my po prostu tylko znamy tutaj ten kawałek, ale dostarczymy to wam. Super to by było, nie?

Bartosz Majewski: Mega ciekawe.

Przepis Karwatki na udaną sukcesję

Bartosz Majewski: Zmieniając nieco temat, jeszcze wracając trochę do ciebie, bo sam też jestem po sukcesji i trochę ludzi przeprowadziłem przez tego typu procesy. One są zawsze ciekawe. I przygotowując się do tego podcastu, wyczytałem gdzieś tam, że twoja sukcesja trwała trzy lata, co jeszcze nie jest szokujące. Ale szokujące było to, że miałeś plik na 160 stron A4 ze swoimi notatkami na ten temat, co tam było i ja byłem naprawdę zaszokowany, że to było aż tak długie.

Tomasz Karwatka:

Tak. Mój plik z notatkami to były notatki na bieżąco z ze statusów, gdzie po prostu planowaliśmy i egzekwowaliśmy tam sukcesję razem z Piotrem. Mieliśmy spotkanie co tydzień, później co miesiąc, co trzeba robić, żeby to zadziałało. I myślę, że udana sukcesja to są dwie składowe.

Pierwsza jest trudniejsza i pierwsza to jest taka: zrób taką firmę, żeby ona bez prezesa w ogóle działała dobrze, bo wtedy, nawet jeśli się pomylisz w tym drugim kroku, czyli wybierzesz prezesa, który nie jest dobry, to ona i tak będzie działać. Ale zrobienie firmy, która działa bez prezesa jest generalnie trudne i to zajęło najwięcej czasu, to znaczy wdrożenie dwóch uzupełniających się systemów. Jeden to procesy i procedury, czyli jak na przykład u nas wygląda customer journey klienta od dzień dobry do wystawienia windykacyjnej noty i łącznie aż do tego.

Co też szokujące było dla mnie, jak to robiliśmy, że możesz mieć świetną relację i na końcu ją spierdolić. Bo po prostu do menadżera, który jest twoim największym przyjacielem, do jego szefa, nasz dział ADM, który w ogóle gościa na oczy nie widział, wysyła notę ponaglającą i ten szef dzwoni do gościa, który cię kocha i go jebie: co ty tam nie ogarniasz?!

I nagle gość, który cię kocha, mówi: Słuchajcie, o co chodzi w ogóle? Czemu wy do mnie nie napisaliście?No nie wiem, bo po prostu jesteśmy głupi, nie pomyśleliśmy, nie? Mamy osobne działy w firmie, które z sobą nie gadają?. Więc wiesz, mapowanie tych wszystkich rzeczy, zrobienie z tego procesu, który po prostu w miarę działa, to jest jedna rzecz.

Oczywiście ten proces i tak nie zadziała w wielu miejscach. Wtedy musisz mieć kulturę organizacyjną. Jak się taki fuckup wydarzy, co się u nas wydarzyło, to masz ludzi, którzy to momentalnie podnoszą z podłogi, robią calla i mówią: Kurde, stary, mega cię przepraszamy, daliśmy dupy, bo mamy taki głupi proces, ale to jest nasza wina. Już załatwiamy to, rozmiękczamy w ogóle 100% będziesz, będzie pan zadowolony.

I ci ludzie już między sobą gadają: no kurczę, głupio wyszło. – No tak, okej, ale też macie dużo roboty, dobra, ogarniemy to. I dopiero te dwie rzeczy razem sprawiają, że ta firma może działać bez CO. Ani sama kultura bez procesów nie zadziała, ani same procesy bez kultury nie zadziałają. To jest po prostu bardzo dużo roboty. Bardzo dużo roboty, ciężkiej powtarzania, mówienia milion razy o tym samym, gadania z ludźmi, żeby oni to naprawdę zrozumieli, przyjęli, zgodzili się z tobą. To jest to jest dialog, to nie jest nauczanie, nie?

I to jest ta pierwsza część, a druga to jest znalezienie kogoś, kto jest w stanie wejść w twoje buty, nie będąc tobą, a często będąc kimś zupełnie innym. I jest w stanie tak te procesy i kulturę użyć, żeby to nadal dobrze dobrze działało i rosło. To te dwie części razem – no wydaje mi się, że na nie potrzeba czasu po prostu.

Więc dla mnie to jest zawsze taki proces połączony, ale rozumiem, że jeśli ktoś ma bardzo dobrze działającą firmę, już taką, ja to mówię samobieżną, że działa bez niego, to sukcesja to może być już tylko po prostu wstawienie kogoś na swoje miejsce i to może być wtedy krótsze. Choć nadal ja uważam, że lepiej żeby z taką osobą się poznać i popracować trochę razem, żeby później nie było tego klasycznego fuckupa sukcesyjnego, czyli powrotu foundera do firmy, nie?

Bo to też dosyć często pewnie ty widziałeś, ja też. Nam się udało tego uniknąć.

Bartosz Majewski: Widziałem częściej sukcesje bez sukcesji, w znaczeniu – efektem ubocznym tego procesu, który w sumie widziałem wielokrotnie, bardzo często jest to, że founder dochodzi do wniosku, że taką fajnie działającą i taką fajnie poukładaną firmą to on w sumie może dalej zarządzać. Jest w sumie okej.

Jak już działają te procesy i non stop nie ma tych fuckupów i w sumie ci ludzie tam biegają i podnoszą z podłogi, a nie mnie non stop plery bolą od schylania się, to ja mogę, nie?

Tomasz Karwatka: To też jest piękne, nie? Też jest super. Ja nie jestem na pewno fanem, wiesz, sukcesji dla sukcesji, zwłaszcza, że że fajnie jest mieć co robić w życiu, nie? Ale moim zdaniem, fajnie jest mieć taką firmę, żeby mieć tę opcję. Nawet na zasadzie: nie rób sukcesji, ale możesz sobie pojechać na trzy miesiące na drugi koniec świata i sobie tam kangury fotografować, i będzie fajnie, a jak wrócisz, firma będzie nadal zasuwać.

Bartosz Majewski: Okej.

Antyrady dla startupowców – według autora The Five

Bartosz Majewski: A jaka jest najgorsza rada, którą słyszą polscy startupowcy?

Tomasz Karwatka: 

Dwie. Jedna: zostań w kraju, buduj biznes lokalny. Druga: wyjedź za granicę, buduj biznes globalny. I to zależy od kontekstu, [śmiech] ale serio, to zależy od kontekstu. Bardzo się binaryzuje nasz rynek i są takie startupy, i tacy founderzy, którzy mogą zbudować duże firmy, duże startupy na polskim rynku, bo polski rynek jest coraz większy.

I u nas się naprawdę zacznie to, co jest w Niemczech, czyli unicorny lokalne, o których my w Polsce nigdy nie słyszeliśmy, bo się tak nazywają, że nie potrafimy ich wymówić nawet. I, who cares, olbrzymie unicorny technologiczne niemieckie, dla Niemców – i to samo, myślę, że będzie zaraz w Polsce, jak już nie jest. Nawet przecież wymieniłeś takie firmy przed chwilą, jakiś InPost czy coś – oczywiście to jest już globalna firma, ale ona była unicornem będąc w Polsce i cyt: Żabka, fantastyczne firmy. I można takie budować

Część ludzi się ma pomysły oraz mindset, który się do tego nadaje i nie można ich na siłę wysyłać do YC, bo ich po prostu nie przyjmą, oni się sfrustrują, oni często na przykład chcą robić tu, ale pieniądze stamtąd, jakieś bezsensowne setupy, to w ogóle nie zadziała.

Z drugiej strony są ludzie, którzy robią nowy system operacyjny dla robotów i nie mogą tego robić tutaj. W sensie mogą tu siedzieć i kodować, ale tak naprawdę muszą mieć firmę tam, muszą mieć finansowanie tam i muszą być tam na poziomie wymiany wiedzy, sprzedaży, szukania kontaktów.

Więc wydaje mi się, że naprawdę to trzeba dobrze wyczuć i myślę, że polskie fundusze powoli się zaczynają w tym rozpoznawać i pewnie też się będą specjalizować. Będą bardziej takie i będą bardziej takie. Mówię o funduszach VC. Na razie próbują robić wszystko, co się często kończy tym, że przegapiają najlepsze polskie spółki globalne, bo one są zbyt crazy, żeby w nie zainwestować jako polski fundusz, a z drugiej strony nie dofinansowują spółek, które są może bardziej przyziemne, a są bardzo solidne.

Nomen omen na kanwie tego – wydaje mi się, że to jest to, co wy robicie, chłopaki – to jest tak naprawdę wpasowanie się w taką w taki obszar, który będzie rósł, czyli solidnych firm z Polski, które jeszcze nie są w stanie przyciągnąć bardzo dużych inwestorów PE gdzieś tam z zagranicy, ale w sumie nawet szybciej rosną niż typowe PE case’y bo są jeszcze mniejsze, ale inwestorzy VC też ich nie chcą, nie? Więc jest jakaś taka grupa firm, które nie wiedzą, w którą stronę pójść i nie ma dla nich ścieżki, więc jest dużo szans.

To się binaryzuje, wydaje mi się, serio, że coraz mniej będzie przepływu, te grupy będą coraz bardziej czuły, że to w ogóle jest coś innego, o czym oni mówią i jest inaczej robić startup w Polsce, inaczej zrobić startup w San Francisco. To nadal mogą być dwa super udane startupy na poziomie exitu foundera. Myślę, że to mogą być bardzo porównywalne pieniądze i to nie jest tak, że coś jest lepsze, tylko pytanie do czego bardziej pasujesz, aspirujesz, gdzie chcesz być.

Bo też ostatnio ktoś mnie zapytał – bardzo dobre pytanie: Jak tak mówisz Tomek o tym San Francisco i tak dalej, a ty zostałeś tu, to czy nie masz poczucia straty? Dobre pytanie, nie? Czy nie masz poczucia straty? No tak opowiadasz, że tam takie świetne startupy i tak dalej. No mam poczucie może straty tego, ale mam poczucie czegoś, co zyskałem. Relacje, miłość, wiesz, świetny dom, BLIKa, [śmiech] InPost. Różne są decyzje.

Bartosz Majewski: Jasne.

Tomasz Karwatka: I tu i tu można mieć duże sukcesy.

Bartosz Majewski: No właśnie, ale z drugiej strony to byłeś niedawno w San Francisco. I jak wrażenie?

Tomasz Karwatka:

Podobało mi się. Było bardzo fajnie. Generalnie to byłem trochę w San Francisco przy okazji i nie miałem jakiegoś wielkiego planu. Napisałem po prostu na LinkedInie, żehej, będę i miałem 15 spotkań z polskimi founderami, o które w ogóle nie musiałem zabiegać. Każdy z nich robi naprawdę mocne rzeczy. Każdy z nich jest tam na miejscu, ma fajnych inwestorów i poczułem, że wow, dużo się zmieniło.

W sensie, mamy mnóstwo Polaków, którzy tam są, nie wstydzą się, że są Polakami, robią mega fajne rzeczy. Ta Polish Mafia tam zaczyna faktycznie fajnie działać. Jak tam jedziesz, to masz bardzo dużo połączeń i widzę, że to bardzo, bardzo duży potencjał ma, więc też dla osób, które chcą budować globalny startup dzisiaj jest dużo łatwiej, moim zdaniem, nawet łatwiej niż trzy lata temu, kilka razy łatwiej.

Bardzo mi zaimponowali chłopaki z Wardware, gdzie oni mają piękne biuro, ale mają tam ileś biurek na dodatkowo i to wiesz, przyjeżdżam, jestem ich business angelem, oni mówią: No mamy biurek dwa razy więcej niż potrzebujemy. – Kurde, Filip, okej, po co mam takie duże biuro? No bo my tutaj możemy posadzić każdego foundera z Polski, który chce przyjechać i on może tutaj być sobie parę dni popracować i przy okazji się spotkać z nami i tak dalej.

I wiesz, to jest typowy taki objaw wspierania się wzajemnie. Wow. Nie, tego nie było wcześniej. Przy okazji to jest rzeczywiście olbrzymia fair advantage, no bo ci ludzie się poznają, widzą jak to pracuje, i dużo widziałem takich ciekawych właśnie sytuacji, drobnych takich punktów, danych, które mówią o tym, że to się bardzo zmieniło. Nie wiem, jak ty to odbierasz, no bo obaj jesteśmy stąd, raczej tam jesteśmy na zasadzie gościa, więc to to jest oczywiście jakaś migawka, nie? Ale ta ta migawka dla mnie była bardzo pozytywna.

Bartosz Majewski: W bardzo podobny sposób to odbieram. Jednocześnie, ja miałem tych spotkań troszeczkę mniej i chyba w trochę innych kontekstach. Ja miałem raczej obserwację na poziomie tego, jakie jest San Francisco, jaka jest Dolina Krzemowa. No i miałem, żeby nie zanudzać, może dwie obserwacje.

Jedna to – rozmawialiśmy nawet o księgarniach, nie? – dziwne rzeczy są tam na półkach [śmiech] i to było jakby jedno, i w znaczeniu pozytywnym jak i negatywnym. To znaczy specjalnie wybrałem się na Stanford do księgarni uniwersyteckiej, bo miałem w głowie taką kliszę, że jeżeli gdzieś ma być taka półka jak moja w gabinecie, no to będzie tam, nie? No i tam będą te wszystkie najświeższe książki. Ja tam będę ściągał co drugą z półki i będę kombinował, jak tę wielką torbę tych książek przewieźć do Polski. I kompletnie tak nie było.

Tomasz Karwatka: Byłem w tej księgarni [śmiech].

Bartosz Majewski: Jakby: what te fuck, no nie? No ale jeżeli gdzieś miałoby to być, to tam nie? I w związku z tym…

Tomasz Karwatka: W tej księgarni najwięcej było merchu chyba.

Bartosz Majewski: Dokładnie tak. No i miałem takie negatywne rozczarowanie, że kurde, czyli Stanford jest bardziej o merchu, a nie o książkach. Damn it, nie? Nawet tam.

To było jakby pierwsze, a drugie było ekstremalnie pozytywne to, że wszyscy są ekstremalnie skupieni na pracy i faktycznie dają z siebie wszystko, i są tam po to, żeby robić i budować, bo właściwie nie ma tam co robić. To znaczy nie ma, że tam wiesz, przepiękne muzea i tak dalej. Krajobraz jest przepiękny, pogoda jest genialna, ale w Dolinie Krzamowej generalnie nie ma co robić.

Tomasz Karwatka: Tak. No to nie jest na pewno Nowy Jork. Tam jest generalnie nudno i faktycznie można można pracować. Tak, no spoko, jakby jestem z tobą w tym. Stanford na pewno dla mnie jest…

Bartosz Majewski: No właśnie, bo ty wybrałeś się na Stanford. Dlaczego?

Tomasz Karwatka: Wiesz co, bo na poziomie wiedzy faktycznie jest to bardzo mocna oferta. Też mnie zaskoczyła ta księgarnia, bo – właśnie to nas łączy, ja też jestem, hard userem twojego podcastu – ja po prostu naprawdę lubię lubię czytać. Dobrą robotę robisz.

Bartosz Majewski: Dziękuję.

Tomasz Karwatka: Lubię czytać i i ja po prostu dla mnie punktem programu każdego zwiedzania anglojęzycznego kraju jest księgarnia.

Bartosz Majewski: Oczywiście.

Tomasz Karwatka: I no to było rozczarowujące. Tak samo, poczułem się dokładnie tak samo i to było takie: o nie… Natomiast wykłady z tymi ludźmi no to absolutny top i było to na pewno warte każdego centa, który wydałem na to, więc na pewno tak, piękny kampus i tak dalej. No ja zachęcam, jestem jestem in love ze Stanfordem, ale na poziomie uczenia, a nie na poziomie merchu. Chociaż parę czapeczek przywiozłem [śmiech].

2025 i co dalej?

Bartosz Majewski: Kończy się 2025. Wydaje mi si,ę znowu oglądając z zewnątrz, że miałeś naprawdę super rok. Callstack za 500 milionów. Powiedzieliście sobie z Olą tak. Książka, która no prawdopodobnie stanie się już za chwilę bestsellerem. Co planujesz na 2026?

Tomasz Karwatka: Jeszcze nie planuję 26. Aktualnie moją datą jest 10 grudnia. [śmiech] 10 grudnia to jest live, premiera książki. Będzie duży streaming i naprawdę żyję po prostu tym, żeby to dobrze wypadło. Jak to dobrze wypadnie, to pomyślę o 26.

I ja sobie robię takie planowanie faktycznie, że na każdy rok sobie coś planuję, czyli biorę tę swoją misję, ona jest tak na 10 lat. Jestem mniej więcej w połowie i sobie patrzę po prostu, jakie klocki powinienem dołożyć danego roku, żeby się zbliżyć do…

Bartosz Majewski: Ale to masz ją taką rolling, na zasadzie, że każdego roku doplanowujesz 10, bo ci właśnie jeden zszedł, czy dekadami?

Tomasz Karwatka:

Dekadami. Zrobiłem sobie tak właśnie, tam jakoś zaraz po 50 się kończy, teraz jestem gdzieś tak w połowie właśnie, więc będę myślał o tym. Natomiast wiesz co, no generalnie ja jestem zadowolony ze swojego życia. Chciałbym robić mniej więcej to, co robię. Robić firmy, robić rzeczy for good. To jest super, nie?

Parę razy mieliśmy takie rozmowy nawet prywatnie, nie? Że co by tu robić i co robimy, i w sumie to, co robimy, to jest w zasadzie to, co by tu warto było robić. Więc [śmiech] po prostu róbmy to.

Mam taki tryb, absolutnie, kwestionowania. Ja sobie wiesz, raz na tydzień, raz na miesiąc, w takich różnych cyklach siadam i patrzę, co robiłem przez tydzień – czy to mnie cieszy, czy to jest wartościowe, czy ja nie tracę tego czasu, ale raczej się czuję okej z tym, nie? Więc jakby continue.

Bartosz Majewski: Super. Wielkie dzięki. Tomek Karwatka.

Tomasz Karwatka: Dziękuję bardzo.

E-book

Chcesz zdobyć praktyczną wiedzę biznesową?

Zapisz się na newsletter Casbeg Knowledge Sharing. Otrzymaj dostęp do materiałów premium: arkuszy, checklist, szablonów i innych.