Wyobraźcie sobie książkę, której nie wolno posiadać w więzieniach, bo potrafi zmienić więźnia w manipulatora. Takiego, który dryguje strażnikami, wykańcza konkurencyjne gangi więzienne i organizuje bunty. A teraz wyobraźcie sobie, że tę samą książkę mają na biurkach prezesi, raperzy i dyktatorzy. To 48 praw władzy Roberta Greene’a i dziś pokażę Wam, dlaczego ta książka uczy rządzić ludźmi… ale też jak się przed takimi ludźmi bronić.

Dzień dobry Państwu, spotykamy się w Interesach, ja nazywam się Bartosz Majewski i jestem współzałożycielem Casbeg. Dziś opowiem Wam o jednej z najbardziej wpływowych, kontrowersyjnych i – moim zdaniem – fascynujących książek ostatnich dekad: 48 praw władzy Roberta Greene’a.

Jej całkowicie zbędny podtytuł to Jak wykorzystać manipulację do osiągnięcia przewagi. Kiedy ta książka ukazała się w 1999 roku, wywołała skandal. A dziś – 25 lat później – wciąż nie pozwalają jej wnosić za mury amerykańskich więzień.

Odcinek #98 podcastu Interesy o książce 48 praw władzy Roberta Greene’a znajduje się tutaj:

Dobra, ale o czym jest ta książka?

48 praw władzy – tematyka książki

O sprawowaniu władzy, w sposób równie skuteczny co amoralny. Tak bardzo, że są w Ameryce Stany, w których w więzieniach nie wolno posiadać tej książki, ponieważ zdaniem władz więziennych prowadzi ona do tego, że skazańcy manipulują, wszczynają bunty i stają się agresywni. Zresztą na tej samej liście jest Sztuka wojny Sun Tzu, na przykład.

[W praktyce 48 praw władzy to książka, w której Robert Greene wypełnił obietnicę, którą złożył Niccolò Machiavelli ponad 500 lat temu w Księciu.]

Ale ponieważ nikt nie czyta Księcia w Polsce tak, jak należy, to ludzie czytają go tak, jakby Niccolò dowiózł – co jest bzdurą. Pomyślcie o tym: Machiavelli był wysokim urzędnikiem we Florencji.  Kiedy do władzy we Florencji doszli Medyceusze, popadł w niełaskę, trafił do więzienia i był przez nich torturowany, co przetrwał tylko dzięki fartownej amnestii ogłoszonej dzięki wybraniu nowego papieża.

A mimo to, po wyjściu z więzienia i napisaniu Księcia, zadedykował go Wawrzyńcowi Drugiemu Medyceuszowi – po to, żeby wkupić się w jego łaski i wrócić do władzy w ramach ustroju, którego Książę jest książką-trucizną, która prowadzi władców do upadku, którego Machiavelli życzył z całego serca Medyceuszomszczerze nie cierpiał. Ale musi być trucizną słodką dla autokraty, tak żeby chciał się nią zaczytywać – a następnie wdrożyć jej rekomendacje i zostać obalonym. I tak należy go czytać.

Ale Greene poszedł w inną stronę. Zamiast otruwać ludzi władzy — on napisał im podręcznik. Ale nie powiedziałem Ci nawet, kim on jest.

Kim jest Robert Greene, autor 48 praw władzy?

Autor tego podręcznika, Robert Greene, jest jednym z najważniejszych współczesnych pisarzy. Zanim jednak został pisarzem, tułał się po świecie i miał ponad 50 prac, w kilku krajach – tak w białym, jak i niebieskim kołnierzyku, w tym jako dziennikarz. Gdy zebrał doświadczenie życiowe, opowiedział o swoim pomyśle na książkę wydawcy we Włoszech, który utrzymywał go przez parę miesięcy, zanim nie napisał tego, co stało się 48 prawami władzy.

Książka stała się natychmiastowym i globalnym sukcesem, przebiła 10 milionów sprzedanych w USA egzemplarzy, a ostatnio nawet przyspieszyła – rok 2024 był rekordem jej sprzedaży.

Sukces 48 praw władzy

Miliony sprzedanych książek o 48 prawach władzy na pewno ucieszyły Roberta Greene’a. Ale było coś więcej. Książka trafiła we właściwe kręgi i wryła się w głowy wielu wpływowych ludzi. Na przykład Busta Rhymes wspierał się tą książką w negocjacjach z producentami filmowymi. DJ Premier i Calvin Harris wytatuowali sobie prawo piąte i dwudzieste ósme na przedramionach, a odniesienia do książki można znaleźć w kawałkach Drake’a, Jaya-Z czy Kanye Westa.

To są ludzie, którzy publicznie przyznają się do lektury tej książki. Pytanie brzmi jednak: kto czytał – i się nie przyznaje?

Pozwólcie, że opowiem Wam historię, w którą Roberta wciągnęła pewna amerykańska firma – historia ego, pieniędzy i manipulacji. Historia ma wielką stawkę, bo wywodzi się z niej trwająca już kilkanaście lat moda na stoicyzm.

Robert Greene a American Apparel

48 praw władzy zyskało wielu wpływowych czytelników, wśród których był Dov Cherney, człowiek, który chciał przywrócić przemysł lekki Ameryce zanim to było modne. Produkował wysokiej jakości koszulki na przedmieściach los angeles. Made in America. 100 milionów dolarów przychodu. Ich rajstopy reklamowała Sasha Grey. Sukces.

Dov mianował do rady dyrektorów American Apparel Roberta Greene’a, a zaraz za nim pojawił się 22-letni dyrektor marketingu, wcześniej asystent Greene’a – Ryan Holiday, który był jednym z bohaterów odcinka #90. Pojawił się konfikt pomiędzy radą nadzorczą a CEO. Koszty były za wysokie, sypianie z modelkami nie pomagało i rada nadzorcza chciała go odwołać. Skończyło się przewidywalnie – Dov wyleciał z firmy. Jest o tym cały sezon znakomitego podcastu zrobionego przez Gimlet Media – nazywa się The Startup.

Historia American Apparel jest historią destrukcji firmy wartej setki milionów dolarów poprzez ego założyciela i machiavellizm Greene’a. Stawiam tezę, że bez tych doświadczeń młody CMO firmy Ryan Holiday nie zwróciłby się w kierunku stoicyzmu bo pisał o tej firmie dużo w swoich książkach. Ale to historia, którą opowiem Wam innym razem.

48 praw władzy ma 48 rozdziałów. Każdy składa się z trzech części. Pierwsza to prawo, w której autor przedstawia metodę. Druga to marzenie, w której autor pokazuje szczytową formę metody. Trzecia to rzeczywistość, która stanowi nieco bardziej praktyczną syntezę obu poprzednich.

Zwróćcie też uwagę na chiński tytuł. W chińskiej kulturze jest mnóstwo odniesień do liczb, jak na przykład banda czworga, ruch stu kwiatów, jeden kraj, dwa systemy.

Jest jeszcze jeden autor, którego książka znakomicie w Chinach się sprzedała. Mam na myśli oczywiście Petera Thiela i jego Zero To One. Był jeszcze trzeci autor, znacznie mniej popularny, który zabawił się w tytule zerem i jedynką. To szło chyba jakoś…101… ale nie pamiętam dokładnie. 

Jak dotarłem do tej książki?

Obiecałem Wam wcześniej – będę zabierał Was w podróże po moich literackich obsesjach i jedna z nich ma swój początek tutaj. 

PRAWO 4 KLUCZE DO WŁADZY – IV rozdział książki 48 praw władzy

Władza to na dobrą sprawę gra pozorów. Im mniej mówisz, tym częściej jesteś postrzegany jako ktoś wspanialszy i potężniejszy niż w rzeczywistości. Twoje milczenie sprawi, że inni poczują się nieswojo. Ludzie to maszyny bezustannie interpretujące i wszystkiego dociekające – oni muszą wiedzieć, co myślisz. Nie poznają twoich intencji ani znaczeń nadawanych przez ciebie, jeśli potrafisz zapanować nad tym, co ujawniasz.

Twoje krótkie odpowiedzi i milczenie ustawią ich w pozycji obronnej. Nerwowo wypełniając ciszę, będą wpadali z najróżniejszego rodzaju uwagami ujawniającymi cenne informacje o sobie i o swoich słabościach. Będą opuszczali zebranie w poczuciu, że zostali obrabowani i powrócą do domów, by analizować każde twoje słowo. Skupienie ich uwagi na twoich zwięzłych wypowiedziach jedynie doda ci powagi.

Andy Warhol jako młody człowiek doznał objawienia, uświadamiając sobie, że samym mówieniem na ogół nie można zmusić ludzi do postępowania w taki sposób, jak byśmy tego chcieli. Ludzie zwrócą się przeciwko tobie, zniszczą twoje pragnienia, sprzeciwią ci się ze zwykłego uporu. Warhol powiedział kiedyś przyjacielowi: „Zrozumiałem, że w gruncie rzeczy większą siłą dysponujesz, gdy milczysz”.

Później z dużym powodzeniem wprowadzał tę strategię w życie. Jego wywiady stanowiły właśnie przykład mowy zawiłej: mówił coś niejasnego, zawiłego, a prowadzący wywiad głowił się, próbując dojść, o co mu chodziło, sądząc, że za jego niekiedy zupełnie nic nieznaczącymi sformułowaniami kryje się głębo ka myśl. Warhol rzadko kiedy mówił o swojej pracy; pozwalał innym ją interpretować. Im mniej mówił o swej sztuce, tym więcej ludzie o niej mówili. Im więcej zaś mówili, tym jego prace stawały się cenniejsze.

Mówiąc mniej niż to konieczne, stwarzasz pozory znaczenia i potęgi. Jednocześnie im mniej mówisz, tym mniejsze ryzyko, że powiesz coś nierozsądnego, a nawet niebezpiecznego. W 1825 roku nowy car Mikołaj I objął tron Rosji. Natychmiast wybuchł bunt kierowany przez liberałów domagających się modernizacji kraju – chcieli, by przemysł i struktury administracyjne dogoniły resztę Europy. Dławiąc brutalnie bunt (powstanie dekabrystów), Mikołaj I skazał jednego z przywódców, Konrada Rylejewa, na śmierć.

W dniu egzekucji Rylejew stał pod szubienicą z pętlą na szyi. Zapadnia otworzyła się. Z chwilą jednak gdy Rylejew zawisł, sznur pękł, a on spadł na ziemię. W tamtych czasach tego rodzaju zdarzenia były traktowane jak przeznaczenie lub wola nieba, i tym sposobem uratowany przed egzekucją człowiek był zazwyczaj ułaskawiany. Gdy podrapany i zakurzony Rylejew podniósł się z ziemi przekonany, że uratował głowę, krzyknął do tłumu: „Widzicie, w Rosji nie wiedzą, jak cokolwiek dobrze zrobić, nawet sznur!”.

Do Pałacu Zimowego natychmiast udał się posłaniec z wiadomością o nieudanej egzekucji. Skonfundowany niezadowalającym obrotem spraw Mikołaj I zbierał się jednak do podpisania ułaskawienia, gdy raptem zapytał posłańca: „Czy po tym cudzie Rylejew coś powiedział?”. „Wasza Carska Mość – odparł posłaniec – powiedział, że w Rosji nie wiedza nawet, jak sznur zrobić”. W takim razie – powiedział car – trzeba udowodnić, że tak nie jest” i podarł ułaskawienie. Następnego dnia Rylejew został jeszcze raz powieszony. Tym razem sznur nie pękł.

Oto nauka: nie da się cofnąć słów raz wypowiedzianych. Należy panować nad nimi. Szczególnie ostrożnie należy posługiwać się sarkazmem. Chwilowa satysfakcja osiągnięta dzięki uszczypliwym słowom może zostać podważona ceną, jaką przyjdzie później zapłacić.

Michael Arlen (scenarzysta) opuszczony przez szczęście pojechał w 1944 roku do Nowego Jorku. By utopić swe smutki, odwiedził znaną restaurację „21″. W holu wpadł na Sama Goldwyna, który dał mu mało praktyczną radę, by kupił sobie konia wyścigowego. W barze Arlen spotkał starego znajomego Louisa B. Mayera, który zapytał go o plany na przyszłość. „Właśnie rozmawiałem z Samem Goldwynem…” – zaczął Arlen. „lle ci zaproponował?” – przerwał mu Meyer. „Za mało” – odpowiedział Arlen wymijająco. „Przyjmiesz piętnaście tysięcy na trzydzieści tygodni?” – zapytał Meyer. „Tak” – odpowiedział tym razem bez wahania Arlen.

CLIFTON FADIMAN, Bartlett’s Book of Anecdotes, 1985

Małże otwierają się całkowicie przy pełni księżyca; gdy krab zobaczy małża, rzuca kawałek kamienia lub wodorost, tak że tamten nie może się ponownie zamknąć i stanowi posiłek kraba. Taki jest los tego, kto otwiera usta za szeroko i w ten sposób pozostawia się na łasce słuchacza.

LEONARDO DA VINCI

Rozumiecie, o co chodzi. Nie będę Wam już czytał całych praw, ograniczę się do anegdot, żebyście zobaczyli w jaki sposób myśli autor. 

Cztery szanse skazanego na śmierć – fragment o sułtanie w 48 praw władzy

Sułtan perski skazał dwóch ludzi na śmierć. Jeden z nich, który wiedział jak bardzo sułtan kochał swojego ogiera, w zamian za życie obiecał w ciągu roku nauczyć konia latać. Sułtan, któremu spodobała się myśl, że może być posiadaczem jedynego latającego konia na świecie, zgodził się. Drugi więzień patrzył na swojego przyjaciela z niedowierzaniem:

– Wiesz, że konie nie latają. Co skłoniło cię do wyjścia z tak szalonym pomysłem? Tylko oddalasz to co nieuniknione.

Niezupełnie – odpowiedział pierwszy więzień – W ten sposób dałem sobie cztery szanse na uzyskanie wolności. Pierwsza: w ciągu roku sułtan może umrzeć. Druga: ja mogę umrzeć. Trzecia: koń może umrzeć. I czwarta… może nauczę konia latać.

Dla tych z was, którzy pamiętają początek znakomitego netflixowego serialu o praniu brudnych pieniędzy: Ozark, logika, którą kieruje się więzień, może wydawać się znajoma.

Historia Voltaire’a

Przenieśmy się w książce do Francji i kilkaset lat w czasie.

W czasach, gdy nastroje antyfrancuskie były najgłębsze, Voltaire żył na wygnaniu w Londynie. Pewnego dnia, przechadzając się ulicami, został otoczony przez wściekły tłum. Powiesić go! Powiesić Francuza! – krzyczano. Voltaire spokojnie zwrócił się do tłumu następującymi słowy: Mieszkańcy Anglii, chcecie mnie zabić dlatego, że jestem Francuzem. Czyż nie dość zostałem ukarany przez samo to, że nie urodziłem się Anglikiem? Tłum radośnie powitał jego mądre słowa i bezpiecznie odprowadził na kwaterę.

Ładne, prawda? Boję się nawet myśleć, ile trzeba przeżyć i przeczytać, żeby znaleźć taki smakowity fragment i użyć go w książce o sprawowaniu władzy.

Jak dobierać lektury i dlaczego wybrałem 48 praw władzy?

Na koniec chciałbym Wam pokazać na przykładzie tej książki, jak należy selekcjonować lektury za pomocą metody wchodzenia coraz głębiej do króliczej nory.

W 2010 przeczytałem Czterogodzinny tydzień pracy, co popchnęło mnie szybko w kierunku kolejnych czterogodzinnych książek Tima Ferrissa a następnie jego podcastu. Naturalnie trafiłem stamtąd do wydanego przez niego Tao of Seneca, co stanowiło moją pierwszą przygodę ze stoicyzmem.

W 2014 Tim uruchomił swój klub książkowy, który polegał na tym, że raz na jakiś czas Tim dzielił się rekomendacją książkową ze swoją publiką – co może Wam coś przypominać. W czwartym odcinku tego cyklu bohaterką była Obstacle is the way Ryana Holidaya. W 2017 byłem świeżo pod wpływem lektury książek jak i kilkuset artykułów Ryana Holidaya, w których często odwoływał się do 48 praw władzy jak i lekcji, które odebrał od Roberta na przestrzeni lat.

Więc trafiłem na 48 praw władzy, a następnie wszystkie inne książki Roberta, które stanowiły trampoliny do kolejnych literackich obsesji i króliczych nor, w które będę się z Wami zapuszczał. Nie da się połączyć kropek, patrząc w przyszłość; można je połączyć tylko patrząc wstecz. Trzeba więc ufać, że w jakiś sposób połączą się w Twojej przyszłości, że zacytuję klasyka. Oczywiście, to my wybieramy królicze nory, więc zaczynamy od Czterogodzinnego dnia pracy, a kończymy w Machiavellim – ale to już kwestia tego, kim jesteśmy i w których kierunkach mamy skrzywienia poznawcze.

Każda książka w tym cyklu może stanowić dla Was początek takiej drogi. Ja tu jestem tylko kotem, który mówi Alicji, że każda droga wymaga pierwszego kroku.

Jaka właściwie i dla kogo jest książka 48 praw władzy?

Wielu ludzi uważa 48 praw władzy za amoralną lub wręcz nieetyczną – szczególnie jeśli jej nie przeczytali. Jednocześnie, wielu ludzi, którzy poznali dobrze autora, twierdzi, że jest wspaniałym przyjacielem i bardzo ciepłym człowiekiem.

Myślę, że można tę książkę czytać także jako podręcznik obrony przed manipulatorami, którzy starają się nam utrudnić prowadzenie dobrego życia, którego sensem nie musi być ciągła walka o zyskanie władzy, w której zwycięstwo jest początkiem walki o utrzymanie władzy, która – prędzej czy później – musi skończyć się porażką i jej utratą. Różnica między czasami, w których żyło wielu bohaterów prozy Roberta Greene’a, utrata władzy dziś, w wielu krajach oznacza konieczność napisania beznadziejnie nudnej książki autobiograficznej z ghostwriterem – a nie śmierć w bitwie czy od sztyletu.

Na koniec: czy 48 praw władzy to książka dla manipulatorów?

Może. Ale jeśli jej nie przeczytasz, to nie będziesz wiedział, kiedy ktoś manipuluje Tobą. A co zrobisz, gdy się zorientujesz, że ktoś próbuje Tobą manipulować? 

Odpowiedź na to pytanie stanowi wyjaśnienie, tego dlaczego ta książka jest tak niebezpieczna. Czytajcie ostrożnie i na własną odpowiedzialność.

48 prawy władzy Roberta Greene’a – polecam

Mógłbym tak jeszcze długo, ale tutaj postawmy kropkę, bo nie chcę streścić Wam całej książki, tylko zachęcić do jej przeczytania. Robert Greene, 48 praw władzy. Jak wykorzystać manipulację do osiągnięcia przewagi. Serdecznie polecam Wam tę pozycję. Do następnego odcinka.

E-book

Chcesz zdobyć praktyczną wiedzę biznesową?

Zapisz się na newsletter Casbeg Knowledge Sharing. Otrzymaj dostęp do materiałów premium: arkuszy, checklist, szablonów i innych.