Dzień Dobry Państwu, spotykamy się w Interesach. Ja nazywam się Bartosz Majewski i jestem współzałożycielem Casbeg. Chcę Wam dziś opowiedzieć o książce Skin In The Game, której autorem jest Nassim Nicholas Taleb. Znacie tego Pana już z odcinków #38, #81 oraz #87, więc pominę Wam jego przedstawienie. Książka wyszła w 2018, w Polsce rok później, ale ja czytałem ją w oryginale, więc będę przytaczał ze swoich tłumaczeń.
Odcinek #97 podcastu Interesy o książce Skin In The Game obejrzysz tutaj:
Skin In The Game – temat książki
O czym jest ta książka?
Wyobraźcie sobie polityka, który decyduje o wysłaniu wojska na wojnę, ale jego dzieci ani on sam nigdy nie pójdą na front. Czy taka decyzja jest uczciwa?
Taleb dowodzi w tej książce, że odpowiedzialność za ryzyko, czyli dzielenie się nim przy podejmowaniu ważnych decyzji, jest niezbędna do wszystkiego. Jeśli świat bazuje na modelu, w którym możesz podejmować decyzje i masz udział w zyskach, ale nie masz udziału w stratach, zdaniem Taleba nie ma można mówić o etyce, uczciwości handlowej, efektywności i innych tego typu kwestiach.
Ale to nie oddaje dobrze tego, czym jest ta książka, bo tutaj jest – jak zwykle u Taleba – trochę o wszystkim. Najlepszą więc rekomendacją nie będzie to, że mi się podobało, tylko to, że to Wam się podobało – bo przeczytaliście Zwiedzionych przez losowość, Czarnego Łabędzia i Antykruchość. I co za tym idzie, ta recenzja będzie trochę tak jak ta książka, a więc nieco chaotyczna i porwana.
Złote fragmenty książki Skin In The Game
Ale bez tej chaotyczności nie zdołałbym przytoczyć Wam trzech króciutkich fragmentów, które mają luźny co najwyżej związek z całością. Zatem bez kontekstu i komentarza, po prostu złoto, jeśli chodzi o język jak i sens.
Posłuchajcie:
- W środowisku akademickim nie ma różnicy między światem akademickim a rzeczywistym; w świecie rzeczywistym istnieje.
- Jeśli wyrażasz poglądy ekonomiczne: Nie mów mi, co myślisz, po prostu powiedz mi, co masz w swoim portfolio.
- Ogólnie rzecz biorąc, kiedy słyszysz, jak ktoś powołuje się na abstrakcyjne współczesne idee, możesz założyć, że zdobył jakieś wykształcenie (ale niewystarczające lub w niewłaściwej dziedzinie) i ponosi zbyt małą odpowiedzialność.
Złoto. Ale może bardziej na temat, w kontekście osobistej odpowiedzialności decydentów. Posłuchajcie:
Autor tego tekstu jest przekonany, że mniej niż jedna trzecia rzymskich cesarzy zmarła w łóżku, a biorąc pod uwagę, że tylko nieliczni z nich umierali z powodu starości, można argumentować, że gdyby żyli dłużej, padliby ofiarą zamachu stanu lub bitwy.
A kawałek dalej:
Brytyjska rodzina królewska zadbała o to, aby jeden z jej potomków, książę Andrzej, podjął większe ryzyko niż zwykli ludzie podczas wojny o Falklandy w 1982 roku, a jego helikopter znajdował się na linii frontu. Dlaczego? Ponieważ szlachectwo zobowiązuje; sam status lorda tradycyjnie wynikał z ochrony innych, osobistego ryzyka w zamian za prestiż, a oni akurat wciąż pamiętali o tej umowie. Nie można być lordem, jeśli się nim nie jest.
Ogromnym, negatywnym argumentem na rzecz armii ochotniczej w opozycji do egalitarnej armii z poboru na wzór izraelski jest to, że podrzegacze wojenni nie ponoszą ryzyka osobistego. Jeśli ktoś nie musi się bać poboru dla siebie, swoich bliskich i swoich dzieci, to może bezkarnie kierować kraj na tory wojenne lub nie dochować wszelkiej staranności, żeby zagwarantować bezpieczeństwo dla swojego kraju – bez ryzyka. Nie ma skóry w grze.
Mieć i nie mieć do stracenia a konflikt interesów
Ale to nie jest tak, że to, że mamy coś do stracenia, jest zawsze jednoznacznie pozytywne, posłuchajcie:
Generalnie, to, że ktoś ma coś do stracenia, rodzi ryzyko związane z konfliktem interesów. Mam nadzieję, że ta książka pokaże, że to pierwsze jest ważniejsze niż to drugie. Nie ma problemu, jeśli ktoś ma konflikt interesów, jeśli jest on zgodny z ryzykiem straty dla niego samego.
Szczęśliwie, ja jestem w swoich konfliktach interesów transparentny – moje portfolio jest właściwie w całości podane do publicznej wiadomości. Pokażcie mi kogoś, kto jest odpowiednio mocno zaangażowany w biznes, a ja pokażę Wam kogoś, kto nie jest w 100% bezstronny.
O (nie)tolerancji i zasadzie mniejszości w Skin In The Game
Ale, jak to u Taleba, często najciekawsze i najmniej intuicyjne obserwacje są poczynione niejako obok głównego tematu książki. Posłuchajcie:
Między innymi wieloma rzeczami, zasada mniejszości pokaże nam, że tak naprawdę potrzeba niewielkiej liczby nietolerancyjnych, prawych ludzi ryzykujących własną skórę, w postaci okazywanej odwagi, aby społeczeństwo właściwie funkcjonowało.
NAJBARDZIEJ NIETOLERANCYJNY WYGRYWA
Ten przykład złożoności uderzył we mnie, o ironio, gdy pomagałem nowoangielskiemu instytutowi systemów złożonych w organizacji letniego grilla. Gdy gospodarze nakrywali do stołu i rozpakowywali napoje, znajomy, który spożywał wyłącznie koszerne potrawy, wpadł, by się przywitać. Zaproponowałem mu szklankę słodkiej żółtej wody z kwaskiem cytrynowym, którą czasem nazywa się lemoniadą. Byłem prawie pewien, że odmówi z powodu swoich dietetycznych zasad. Nie zrobił tego.
Wypił lemoniadę, a inna „koszerna” osoba dodała: „Tutaj serwujemy koszerne napoje”. Spojrzeliśmy na kartonowy pojemnik. Druk był wyraźny, maleńki symbol U w kółku, co miało wskazywać, że zawartość jest koszerna. Symbol zostanie wykryty przez tych, którzy o tym wiedzą i szukają znaczków pisanych maczkiem. Jeśli chodzi o mnie, to podobnie jak postać w sztuce Moliera Mieszczanin byłem szlachcicem, która nagle odkrywa, że przez wszystkie te lata mówił prozą, nic o tym nie wiedząc. Zdałem sobie sprawę, że piłem koszerne płyny, nie zdając sobie z tego sprawy.
PRZESTĘPCY Z ALERGIĄ NA ORZESZKI
Przyszła mi do głowy dziwna myśl. Koszerna populacja stanowi mniej niż 0,3 procent mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Jednak wydaje się, że prawie wszystkie napoje są koszerne. Dlaczego? Po prostu dlatego, że pójście na całość z z koszernością zwalnia producentów, sklepy spożywcze i restauracje z konieczności dzielenia płynów na koszerne i niekoszerne, co wiąże się ze specjalnym oznakowaniem, oddzielnymi półkami, oddzielnymi magazynami, różnymi logistycznie wydzielonymi pomieszczeniami.
A prosta zasada, która zmienia wynik sumy, jest następująca: Amator koszernego (lub halal) nigdy nie zje czegoś niekoszernego (lub nie halal), za to amator niekoszernego może swobodnie zajadać koszerne.
Nie ma to nic wspólnego z ogólnym wywodem książki, ale nikt się nie spodziewał, że w Nowej Anglii nie sposób kupić niekoszernej lemoniady. Margareth Mead powiedziała kiedyś w tym temacie: Nie powinniśmy wątplić w to, że niewielka grupa świadomych i oddanych sprawie ludzi może zmienić świat. W istocie, tylko oni są w stanie zmieniać świat. Teraz wiemy, że również w kwestii lemoniady.
Okazuje się, że jeśli na danym obszarze funkcjonuje nietolerancyjna pod jakimś względem mniejszość oraz tolerancyjna pod tym względem większość – to jest spora szansa, że większość przyjmie zasady, którymi kieruje się mniejszość. Myślę, że ludzie w Zachodniej Europie zaczynają się do tej myśli przyzwyczajać od ładnych paru lat, ale dla mnie w momencie czytania była to jednak nowość.
Uniwersalny przekaz etyczny od autora Skin In The Game
Na koniec książki Taleb postuluje bardzo konkretny standard etyczno-estetyczny dla wielu obszarów życia. Posłuchajcie:
Nie dla mięśni bez siły, przyjaźni bez zaufania, opinii bez konsekwencji, zmiany bez estetyki, wieku bez wartości, życia bez wysiłku, wody bez pragnienia, jedzenia bez odżywienia, miłości bez poświęcenia, władzy bez uczciwości, faktów bez rygoru, statystyki bez logiki, matematyki bez dowodów, nauczania bez doświadczenia, uprzejmości bez ciepła, wartości bez ucieleśnienia, stopni bez erudycji, militaryzmu bez męstwa, postępu bez cywilizacji, przyjaźni bez inwestycji, cnoty bez ryzyka, prawdopodobieństwa bez ergodyczności, bogactwa bez ekspozycji, komplikacji bez głębi, płynności bez treści, decyzji bez asymetrii, nauki bez sceptycyzmu, religii bez tolerancji i, przede wszystkim: nic bez skóry w grze.
I o to chodzi. Zastanówcie się, jak ryzykujecie i czy zasługujecie na premię, gdy nie macie udziału w stratach. A potem zastanówcie się nad tym samym – tylko w kontekście otaczających Was ludzi.
Nie macie wrażenia, że strasznie dużo osób, które nie zaryzykowały nawet 100 000 złotych, ma ogromne ilości opinii na temat inwestycji w startupy na przykład? No właśnie. Jeśli ktoś chce Wam sprzedać genialną inwestycję, ale sam w nią nie włożył ani złotówki – uciekajcie szybciej niż przed Talebem, kiedy zaczyna kolejny wykład o ergodyczności. To właśnie jest skin in the game.
Nassim Taleb i Skin In The Game – moje podsumowanie
Polecam gorąco, jeśli jeszcze nie czytaliście. Mógłbym tak jeszcze długo, ale tutaj postawmy kropkę, bo nie chcę streścić Wam całej książki, tylko zachęcić do jej przeczytania. Nassim Nicholas Taleb – Skin In The Game. Serdecznie polecam Wam tę pozycję. Do następnego odcinka.


