Dzień dobry Państwu, spotykamy się w Interesach. Ja nazywam się Bartosz Majewski i jestem współzałożycielem Casbeg. Chcę Wam dziś opowiedzieć o książce Conspiracy, jej autorem jest Ryan Holiday. Rzecz została wydana w roku 2017, w Polsce przez wydawnictwo Dla Bystrzaków dopiero w roku 2022. Fragmenty tłumaczyłem jednak z oryginału.
Odcinek #90 podcastu Interesy o książce Conspiracy Ryana Holidaya znajduje się tutaj:
Jak podejść do Twojej ulubionej książki Twojego ulubionego autora o Twoim ulubionym inwestorze? Nie wiem, a dałem sobie 100 odcinków rozpędu, ale jedziemy z tym, bo ta książka nie może czekać.
Zacznijmy od przedstawienia autora.
Kim jest autor książki Conspiracy?
Ryan Holiday jest 38 latkiem, który ma 16 książek na koncie. Po porzuceniu studiów został researcherem Roberta Greene’a, jednego z najważniejszych współczesnych autorów i pomagał mu w napisaniu książki 50th Law, której współautorem jest 50cent. Robert do dziś pozostaje jego mentorem.
W wieku 22 lat został CMO American Apparell. Równolegle Ryan uruchomił swoją firmę doradczą The Brass Check, która doradza autorom, startupom i firmom medialnym w strategiach komunikacyjnych. Do jego klientów zaliczają się Google, Tim Ferriss, Tony Robbins czy Neil Strauss.
Już wiecie, że Ryan nie lubi się obijać, a nie wspomniałem Wam nawet o jego inwestycjach w startupy, portfolio nieruchomości, pisanym od kilkunastu lat newsletterze, podcaście ani setkach napisanych artykułów.
Jeśli będziecie mieli okazję, jedźcie do Bastrop pod Austin w Teksasie. Ryan prowadzi tam też najlepszą księgarnię w której byłem, wchodzi się do niej jak do szafy do Narni a pośrodku niej stoi rzeźba z czterech ton książek. Coś przepięknego.
Conspiracy – temat lektury
O czym jest ta książka? O spiskowej praktyce, w opozycji do spiskowych teorii. Holiday, który jest wiernym synem tradycji stoickiej uważa, że filozofia jest wartością tylko wtedy, gdy prowadzi do zmiany rzeczywistości w praktyce. Najważniejsi stoicy byli ludźmi czynu. Marek Aureliusz był imperatorem Rzymu, Seneka był najbogatszym rzymianinem.
Dlatego Holiday pisze swoje książki w taki sposób by pomóc czytelnikom się zmienić, a przez to zmienić rzeczywistość. Trust me I’m lying było podręcznikiem komunikacji ery social mediów. Obstacle is the way było podręcznikiem radzenia sobie z przeciwnościami. Ego is The Enemy było podręcznikiem radzenia sobie ze sobą.
Ta książka jest podręcznikiem spiskowania, tylko opakowanym w historię miliardera, który bankrutuje portal internetowy, który go skrzywdził.
Peter Thiel oraz Marc Andressen w swoich pracach mówili nam o tym, że startupy są konstruowane wokół jakiegoś sekretu. Gdy startup staje się sukcesem i wchodzi do głównego nurtu sekret staje się publiczną wiedzą, ale na początku wygląda to inaczej. Rodzice mówią dzieciom, żeby nie wchodziły do samochodów obcych ludzi i nie rozmawiali z obcymi ludźmi w internecie, a 10 czy 15 lat później uważają, że bezpieczniej będzie, żeby ich siedemnastolatek jeździł wszędzie uberem zamiast siadał za kierownicą.
Albo tak, że nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, że ma o 1 pokój za dużo w domu i jest skłonny nocować w nim obcych ludzi, a 10 lat później wszyscy uważają AirBnB za normę, a w europejskich miastach organizowane są protesty przeciwko zbyt dużej ilości turystów.
To oczywiście prawie nigdy się nikomu nie przydarza, bo duże sukcesy startupów są bardzo rzadkie, jesteś szczęściarzem, gdy zobaczysz ten mechanizm raz albo dwa razy w życiu. A co, jeśli złapiesz dżina w butelkę 10 albo 20 razy? Możesz dojść do wniosku, że jesteś w tym dobry. Możesz wyhodować sobie przeświadczenie, że jesteś sprawczą jednostką, taką, o której George Mack napisał swój słynny esej High Agency, który zresztą był zainspirowany pierwszym odcinkiem podcastu The Portal Erica Weinsteina, w którym gościem był nie kto inny jak… Peter Thiel.
Rafał Ziemkiewicz napisał kiedyś w Rzeczpospolitej o Jarosławie Kaczyńskim, że nie da się przekonać go do tego, że nie ma cudów, bo przeżył osobiście dwa cudy, czyli upadek komunizmu i swój własny powrót do władzy z kompletnego niebytu. Te słowa jak ulał pasują do Thiela, który cudów doświadcza regularnie.
Spisek Thiela przeciwko Gawkerowi jest ekstremalnie ważny dlatego, że to jest drugi po założeniu Palantira moment, w którym Thiel wychodzi poza tradycyjny paradygmat zmieniania otaczającej go rzeczywistości przez budowę i inwestycje startupowe. Krótko później Thiel poprze jako praktycznie jedyna osoba w Dolinie Krzemowej Donalda Trumpa, sfinansuje powstanie Anduril i rozpocznie całą kampanię, która doprowadzi go do wpływów, którymi cieszy się dziś.
Jakie to wpływy?
Ryan Holiday o Thielu w Conspiracy
Posłuchajcie wstępu do artykułu The Generalist na temat założonego przez niego funduszu Founders Fund.
Petera Thiela nigdzie nie było widać. 20 stycznia, uciekając przed mroźną zimową burzą, najpotężniejsi Amerykanie zebrali się pod kopułą Kapitolu, aby świętować inaugurację Donalda J. Trumpa na 47. prezydenta. Obecni byli stali bywalcy, wtapiając się w nową gwardię: impresario UFC Dana White kryjący się kilka kroków za Barackiem Obamą, George W. Bush, który Joe Roganowi rzucił piłkę w stopę, a Sam Altman z OpenAI prowadził ożywioną rozmowę z influencerem Loganem Paulem.
Witamy w Nowej Ameryce; nie potrzebujesz podcastu, żeby tu pracować, ale to pomaga. Jeśli choć trochę interesujesz się technologią i kapitałem wysokiego ryzyka, trudno przeglądać zdjęcia z wydarzenia i nie myśleć o Thielu. Nie pojawia się ani razu, a jednak jest wszędzie. Jest jego były pracownik, obecnie wiceprezydent Stanów Zjednoczonych.
Kilka kroków dalej stoi stary kumpel ze Stanford Review, nowo mianowany „carem ds. sztucznej inteligencji i kryptowalut” Trumpa. Dalej siedzi jeden z jego pierwszych aniołów biznesu, prezes i założyciel małej firmy o nazwie Meta. Obok niego siedzi przyjaciel, który stał się wrogiem, a następnie partnerem – założyciel Tesli i SpaceX, przywódca DOGE i najbogatszy człowiek na świecie. Ulubiony filozof Thiela, René Girard, opisuje boskość jako rodzaj „transcendentalnej nieobecności”.
Studiując postacie rojące się pod freskiem apoteozy George’a Washingtona, dostrzegam w tym cechę obecności i nieobecności Thiela. Przesadą byłoby stwierdzenie, że Thiel zaprojektował taki moment. Jednak w trakcie swojej kariery, ten były arcymistrz szachowy wykazywał niesamowity dar przewidywania dwudziestu ruchów w przyszłość i ustawiania kluczowych figur na właściwych pozycjach: JD Vance na b4, Sacks na f3, Zuck na a7, Elon na g2, Trump na e8. Robi to, przemierzając centra władzy, przemieszczając się między nowojorskimi finansami, technologiami Doliny Krzemowej i waszyngtońskim kompleksem wojskowo-przemysłowym.
Posługuje się zagadkową mieszanką rozwagi i niestosowności, znikając na całe miesiące, by pojawić się z błyskotliwym bon motem, nową, szokującą inwestycją lub podniecającą zemstą. Wiele z tych manewrów na pierwszy rzut oka wygląda na pomyłki, ale z czasem okazuje się, że są one przejawem zdumiewającej dalekowzroczności.
Ale zobaczcie też, co spotkało Ryana Holidaya z jego perspektywy. Siedzisz sobie spokojnie na ranczu w Austin, pisząc artykuły i kolejną książkę. Śledzisz pozew Hulka Hogana przeciwko Gawkerowi, trochę nawet o tym piszesz. Żyjesz w kraju fundamentalistów wolności słowa, wszystko można napisać o każdym, a jeśli chcesz skończyć czyjąś karierę, to możesz to zrobić tak jak z pająkiem czyli zabić gazetą.
A tutaj jakiś emerytowany zapaśnik pozywa medium internetowe. I wygrywa, tak bardzo, że to medium i jego założyciel tracą wszystko i bankrutują. A potem okazuje się, że za tym zapaśnikiem stał nie kto inny jak Peter Thiel. I gdy to wszystko się okazuje. dostajesz e-mail. Peter Thiel. I drugi e-mail. Nick Denton, zbankrutowany założyciel Gawkera.
Obaj chcą pogadać. Obaj nie wiedzą o tym, że rozmawiasz z drugim. Gdy się dowiadują – obaj są zaintrygowani. Więc rzucasz wszystko i zaczynasz pisać tę książkę. Jesteś jedyną na świecie osobą, która może ją napisać – nikt inny nie ma tego dostępu co Ty. I zaczynasz pisać, od takiej dedykacji:
“Do wszystkich, którzy spiskują, i wszystkich, którzy zasługują na to, aby przeciwko nim spiskowano…”
A potem cytat z powieści Walkera Percy’ego, Lancelot:
“Nie mogłem tego znieść. Nadal nie mogę. Nie mogę znieść tego, co się dzieje. Nie mogę znieść tego wieku. Co więcej, nie będę. To było moje odkrycie: nie muszę.”
Conspiracy – o książce słowami autora
O czym jest ta książka? Jak pisze sam autor:
To historia spisku, historia miliardera, który postanowił uczynić przykład z milionera, zniszczyć dorobek jego życia w odpowiedzi na okrutny grzech popełniony tak lekkomyślnie, że jego sprawcy szybko o nim zapomnieli. To historia poetyckiej sprawiedliwości na wielką skalę, planowania po cichu przez niemal dekadę.
To także książka o kontrowersyjnym słowie i metodzie – spisku – który od dawna przeraża i intryguje. W „Wielkim Gatsbym” jest moment, w którym Jay Gatsby przedstawia Nicka Carrawaya Meyerowi Wolfsheimowi, mimochodem wspominając, że to on ustawił zawody baseballowe World Series w 1919 roku. Myśl ta wprawia w osłupienie idealistycznego młodego przyjaciela Gatsby’ego. Oczywiście Carraway wiedział, że world series było ustawione. Ale „gdybym w ogóle o tym pomyślał”, mówi, „pomyślałbym o tym jako o czymś, co po prostu się wydarzyło, o końcu jakiegoś nieuniknionego łańcucha zdarzeń”.
Nie mógł uwierzyć wtedy, tak jak nie może uwierzyć nam teraz, że jedna osoba mogła być odpowiedzialna za zmianę wyniku wydarzenia, które oglądało około pięćdziesiąt milionów widzów. W rzeczywistości World Series w 1919 roku zostały ustawione nie przez Wolfsheima, ale z wielkim kunsztem i śmiałością przez Arnolda Rothsteina, żydowskiego gangstera.
Młody podpułkownik armii amerykańskiej, Dwight Eisenhower, z zapałem śledził mecz, gdy wyniki napływały telegraficznie, i jak wszyscy inni, niczego nie podejrzewał. Po latach zauważył, że ujawnienie spisku, który położył kres serii, wywołało głęboką zmianę w jego spojrzeniu na świat; nauczyło go, by nigdy nie ufać pierwszym pozorom.
Minął prawie wiek, a zbyt wielu z nas wciąż nie straciło tej naiwności ery jazzu. Pewien wieloletni waszyngtoński felietonista napisał niedawno, że lata relacjonowania polityki dały mu jedną lekcję: legenda Waszyngtonu jako miejsca nieustannego, bezwzględnego i intrygującego jest po prostu legendą. Prawda jest taka, jak twierdzi, że „Nikt nie potrafi realizować skomplikowanych planów. Wszystkie partie i grupy są skłócone i niezdarne”. Kiwamy głowami na znak zgody. Kręcimy głowami z rozczarowaniem.
To książka dla świata, który zaczął myśleć jak Nick Carraway, podążając przez życie z niewiarą w teorie spiskowe, w które nie uwierzymy, dopóki ich nie zobaczymy, niezdolni do zrozumienia, dlaczego takie rzeczy się dzieją i kto jest ich sprawcą. Ta niewiedza o tym, jak naprawdę działają rzeczy, jest dla mnie przygnębiająca. Bo otwiera nas na manipulację. Zamyka nam drogę do owocnych zmian i realizacji własnych celów. Czas dorosnąć.
Holiday oczywiście bardzo przecenia swoją przebudzeńczą rolę, ale ma rację. Jak to jest, że 500 lat po Księciu Machiavellim, po 48 prawach władzy Greene’a ludzkość odwraca głowę od planowania, koordynacji, skoncentrowania i intencjonalności? Dlaczego większość startupów jest wtórna i podobna do wszystkich innych startupów? Dlaczego ludzie zajmują się nic nieznaczącymi pierdołami, a tylko nieliczni z nas są w stanie działać zupełnie inaczej?
W pokoju Thiela
Z innej beczki, jak sądzicie, co czyta Thiel, poza Tolkienem oczywiście? Podręczniki biznesu? Posłuchajcie:
W nowojorskim apartamencie Petera Thiela nie ma okazałych, wysokich regałów na książki, godnych miliardera, a jednak przestrzeń tę definiują książki. Leżą one w starannie ułożonych stosach o różnej wysokości na niemal każdym stole. Kolorowe książki w miękkich okładkach i stare książki w twardych okładkach o ekonomii, szachach, historii i polityce wypełniają zestawy małych, nowoczesnych półek w kątach i przy ścianach.
Jeśli przyjrzeć się uważnie, na półce najbliżej kuchni i łukowatych okien z widokiem na Union Square Park znajduje się małe, sfatygowane wydanie książki XVI-wiecznego teoretyka polityki i florenckiego dyplomaty z białym grzbietem. Nie jest to „Książę”, którego wielu ludzi – zarówno bogatych, jak i zwykłych – udaje, że czytało, choć jest to dzieło tego samego autora, Niccolò Machiavellego.
Ten mniej znany tom składa się ze 142 rozdziałów pięciuset letnich rozważań i analiz dzieł rzymskiego historyka zmarłego dwa tysiące lat temu. Nawet tytuł jest nudny: Rozprawy o Liwiuszu. W istocie większość stron w tej książce nie ma znaczenia dla tej historii. Przekartkuj je na razie, możesz przeczytać je innym razem.
Ale tam, ukryty pomiędzy notatkami o tym, jak dziedziczni władcy tracą swoje królestwa i o wpływie hałasu na wojska w bitwie, tytuł rozdziału VI księgi III wyróżnia się orzeźwiającą prostotą.
To tylko jedno słowo: Spiski.
Poniżej znajduje się przewodnik Machiavellego, jak stawić czoła potężnemu wrogowi, jak położyć kres panowaniu rzekomego tyrana, jak bronić się przed tymi, którzy chcą cię skrzywdzić. Słusznie, że taka książka leży na wyciągnięcie ręki od jednego z foteli Thiela i niedaleko szachów, które pochłaniają znaczną część jego czasu.
Coś na tych stronach głęboko zakorzeniło się w umyśle Thiela, gdy dawno temu przeczytał je po raz pierwszy, a coś w Thielu pozwoliło mu dostrzec coś więcej niż zwodnicze ostrzeżenia Machiavellego przed spiskami i usłyszeć prawdziwe przesłanie przebiegłego stratega: że niektóre sytuacje stwarzają tylko jedną opcję.
To opcja dostępna dla wielu, ale wybierana przez nielicznych: intryga. Opracować strategię, skoordynować i podtrzymać skoordynowany wysiłek, by odsunąć kogoś od władzy, potajemnie wystąpić przeciwko wrogowi, zrobić to, co Machiavelli nazwałby jedną z najtrudniejszych rzeczy na świecie: obalić istniejący porządek i zrobić coś nowego. Zaangażować się w spisek, by zmienić świat.
Jest rok 2016, a on zszokował świat tym, co zrobił. To właśnie sprowadziło mnie tutaj, do mieszkania Thiela na kolację, w roku, w którym nawet papież otwarcie potępił nieodpowiedzialne dziennikarstwo jako formę terroryzmu. Widzę egzemplarz rozważań o liwiuszu” nad jego prawym ramieniem, gdy opisuje swoją osobistą wojnę z Gawkerem w obronie prawa, które jego zdaniem zagraża prywatności, i tego, co ta prywatność oferuje – przestrzeń do bycia osobliwym, samodzielnego myślenia i życia według własnego uznania.
Szef kuchni przynosi pierwsze, drugie i trzecie danie, podczas gdy Thiel opowiada, ujawniając skrupulatnie zaplanowaną intrygę – plan odzyskania kontroli nad sytuacją, którą wielu uważało za niezmienną, ochrony czegoś, co większość jego kolegów z Doliny Krzemowej uznała za anachronizm, ale także zniszczenia wroga i uczynienia świata choć trochę bliższym jego wizji tego, jaki powinien być.
I to jest ważny fragment. Dlaczego? Bo zakłada, że Thiel ma jakąś wizję świata, która jest odmienna od teraźniejszości. To jest rzadkie. Większość ludzi w ogóle się nad tym nie zastanawia. Z tego co obserwuję, ludzi, którzy do czegoś dochodzą, to oni zwykle mają konkretny krytyczny pogląd na rzeczywistość, która ich otacza i pomysł na zmianę jakiegoś jej elementu.
Cytat z wystąpienia Palihapatii w Conspiracy
Dobrym przykładem był fragment wystąpienia Chamatha Palihapatii na Stanfordzie z 2016 roku, posłuchajcie:
“Rzecz w tym, że światem rządzi około 150 osób. Politycy są pieprzonymi marionetkami, jasne? Jest ich 150 i rządzą światem. Koniec. Kropka. Kontrolują większość ważnych aktywów. Kontrolują przepływy pieniężne. I to nie są przedsiębiorcy technologiczni.
Teraz, w ciągu najbliższych pięciu do dziesięciu lat, zostaną zmiażdżeni przez ludzi, którzy tak naprawdę pociągają za sznurki. A kiedy zajrzysz za kulisy i zobaczysz, jak działa ten świat, zdasz sobie sprawę, że jest on niesprawiedliwie przygotowany dla nich i ich potomstwa.
Nie powiem, że możemy to zniszczyć, ale moje pierwsze zadanie to przebić się i zasiąść przy tym stole. To pierwsze zadanie. A sposób, w jaki to zrobię, to udowodnienie, że potrafię robić to, co oni, tak dobrze, jak oni. A potem zróbię to lepiej niż oni. Bo koniec końców, to komercyjne zwierzęta. Otworzą drzwi z ciekawości i pozwolą mi zostać, bo dodaję wartość.
A potem, kiedy już tam będę, będę mógł otworzyć drzwi innym ludziom, którzy spróbują zrobić to samo. Więc moim jedynym celem teraz jest to. Być w pozycji, aby zgromadzić wystarczająco dużo kapitału świata, aby następnie przeznaczyć go na rzecz mojego światopoglądu.
I nie mówię, że mój światopogląd jest najlepszy, czy słuszny, ale jest mój. I koniec końców, jest 150 innych pieprzonych facetów z ich światopoglądem i gówno ich obchodzi, co myślisz o ich pieprzonym światopoglądzie. Taka jest prawda”.
Zostawmy na chwilę spiskowy wydźwięk słów Chamatha, ale w tej wypowiedzi najważniejsza jest końcówka i celowość jego światopoglądu. A zgadnijcie, kto był jednym z pierwszych inwestorów w funduszu Pana Palihapatiy? Oczywiście, zgadliście. Peter Thiel.
Najczystsza, a przynajmniej najjaśniejsza lekcja, zilustrowana słowem, ale przede wszystkim czynem Thiela, tkwi w mocy tajemnicy, koordynacji i wychodzenia poza sytuacje, w których „nic nie da się zrobić”. W czasach, gdy komputery zastępują wiele podstawowych funkcji człowieka, w końcu dojdzie do tego, że zuchwałość, wizja, odwaga, kreatywność i poczucie sprawiedliwości będą jedynymi zadaniami, jakie nam pozostaną.
Komputer nie może praktykować tajemnicy ani dezorientacji, nie może odczuwać potrzeby przebudowy świata. Tylko ludzie mogą być tak szaleni. To, co zrobisz z tą lekcją, jakie cele z nią osiągniesz, zależy od ciebie. Mogę tylko powiedzieć, że to właśnie w tych czasach zmian i zawirowań najbardziej potrzebujemy tej ambicji.
Autor Conspiracy na przyjęciu u Thiela
Na początku 2017 roku znalazłem się w domu Petera Thiela w Los Angeles, tym samym domu, w którym zaplanował tak wiele z tego spisku. Była to kolacja dla dwudziestu osób, które mogły wygodnie usiąść w jego jadalni, a uczestniczyła w niej niemal cała grupa osób zamieszanych w spisek, od prawników po samego Hogana.
Po raz pierwszy wszyscy byli w tym samym miejscu i czasie. Wszyscy goście usiedli do posiłku, my, zwykli śmiertelnicy, serwowaliśmy steki przygotowane przez prywatnego szefa kuchni Thiela. Dla Hogana i Thiela, siedzących naprzeciwko siebie, zarezerwowano ogromne antrykoty tomahawk. Butelki wina za pięćset dolarów podawano swobodnie i z duchem nieograniczonego rachunku. Każdy ze spiskowców głośno opowiadał o tym, co się wydarzyło, wiwatował i wznosił toasty za swoje czyny.
Peter był najcichszy. Na koniec wyszedł, mijając palenisko, na balkon z rozległym widokiem na miasto w każdym kierunku. Za kilka minut miał wylecieć, choć było późno, samolotem do San Francisco na poranne spotkania, a samochód, jak zawsze, już jechał na podjazd.
Przez chwilę stał nieruchomo, sam, pogrążony w rozmyślaniach. A raczej, co bardziej prawdopodobne, jego myśli powędrowały już gdzie indziej i rozważał jakąś transakcję na kontraktach terminowych na ropę, firmę, którą mógłby sfinansować następnego dnia, albo jakiś nowy spisek, który już się szykował.
I kawałek dalej:
Te wydarzenia, a przynajmniej cechy, które je napędzały, nie muszą być aż tak rzadkie. Słowa Obamy brzmiały: „Kiedy oni grają nisko, my idziemy wysoko”. To dostojna i imponująca mantra, choćby dlatego, że w większości, niezależnie od tego, czy się ich lubiło, czy nie, trudno zaprzeczyć, że się jej trzymali.
Ale tej teraz już banalnej uwagi nie należy traktować jako ostatecznej, ponieważ pomija ona jedno niebezpieczne niedopatrzenie. Zapomina, że od czasu do czasu w życiu możemy być zmuszeni do zakopania kogoś za stodołą. Jak bardzo to straciliśmy. Jak bardzo się przestraszyliśmy. Teraz ślepo demonizujemy to, co często jest jedną z najskuteczniejszych form działania.
Jak bardzo ta ignorancja uczyniła nas podatnymi na kilka prawdziwych spisków, udanych czy nie, które istnieją na świecie. Jednak przy tej rzadkiej okazji rzuciliśmy okiem, zajrzeliśmy za kurtynę, jak to ujął tytuł ostatniego wpisu Gawkera, jak to wszystko działa. Teraz wiemy. Peter nam pokazał.
A jednak naszym instynktem jest odwrócenie się, zatkanie uszu. Dlatego ani razu w ciągu prawie dekady skoncentrowanych wysiłków i intryg skierowanych przeciwko jednemu wrogowi – podmiotowi obsesyjnie relacjonowanemu i śledzonemu przez media – przez przeciwnika, który publicznie wyraził swoją niegasnącą nienawiść do tego wroga – ani jeden widz, ofiara, ani nawet wielu uczestników nie podejrzewało niczego z tego, o czym można przeczytać na kartach tej książki.
Nie ma wątpliwości, że to, co Thiel robił przez te lata, było genialne, przebiegłe i bezwzględne. Równie prawdziwe jest to, że Gawker w dużej mierze pokonał sam siebie. Denton i spółka na to pozwolili. Nawet najbardziej cyniczne i agresywne media na świecie nie zauważyły, co dzieje się na ich oczach; nie zrobiły nic, by się uratować.
„Idea spisku” – mawiał Thiel – „jest związana z celowością, planowaniem, dążeniem do długoterminowych celów. W świecie, w którym nie ma spisków, te rzeczy mogą również zniknąć”. Prawda jest taka, że Gawker już wierzył, że żyjemy w tym świecie. I tak samo uważa zbyt wielu ludzi.
Niezależnie od moich osobistych opinii, to właśnie było tragiczne i absurdalne przesłanie tej książki. Żyjemy w świecie, w którym tylko ludzie tacy jak Peter Thiel potrafią dokonać czegoś tak celowego i długoterminowego, i to nie dlatego, jak usiłował to wmówić Gawker, że jest bogaty. To dlatego, że jest jednym z nielicznych, którzy wierzą, że to możliwe.
Mamy z tym w Polsce wielki problem. W głowie się nam na przykład nie mieści, żeby nie kupować F35 od amerykanów, bo wydaje nam się, że to nasza polisa ubezpieczeniowa, bo za parę samolotów Ameryka pójdzie na wojnę z krajem, który posiada największą ilość głowic atomowych.
Albo w głowie nam się nie mieści, żeby dogadać się z Ukrainą na joint venture, w ramach którego moglibyśmy sprzedawać ich drony na cały świat taniej od Amerykanów. Albo żeby zrobić z nimi deal, w ramach którego całe dobro, które dają ich najlepsze na świecie czarnoziemy, idzie przez nasze przetwórstwo, firmy żywnościowe i porty.
To nie jest kwestia forsy. Mamy dwa razy takie PKB jak Izrael, który ma 4 razy mniej ludności od nas, a mimo to jest w stanie zdemolować cały Bliski Wschód, jeśli ma na to ochotę. Ukraińcy czy Izraelczycy mają tę hucpę, a my?
Ta refleksja jest bardzo teraźniejsza. Kapitalizm mutuje i wracamy do kapitalizmu właścicielskiego, odchodząc od kapitalizmu menedżerskiego, który dominował przez kilkadziesiąt lat. Dlaczego Walt Disney Company nazywa się tak, jak się nazywa? Z tego samego powodu, dla którego Ford Motor Company nazywa się tak jak się nazywa. Do niedawna nie wiedziałeś, kto jest prezesem General Motors, ale dziś doskonale wszyscy wiedzą, kto jest prezesem Tesli czy Nvidii.
Jest tak dlatego, że media społecznościowe powodują, że cały playbook komunikacyjny, który obowiązywał od początku telewizji, się zmienia. Ludzie w mediach społecznościowych śledzą dużo bardziej innych ludzi niż firmy. W efekcie dużo bardziej od marki firmy liczy się reputacja jej liderów. A w tych ramach okazuje się, że sprawczość tych liderów i to, na co się porywają, bardzo zyskuje na wadze.
Życzę Wam więc wszystkiego ambitnego. Najlepiej rozumieją to chyba w Andressen Horowitz, bo na fali tego trendu zainwestowali w X razem z Elonem, Substacka, Medium czy Turpentine. Liderzy w firmach nigdy nie byli ważniejsi – a ich waga w przyszłości tylko wzrośnie.
Conspiracy okiem Majewskiego – podsumowanie
Mógłbym tak jeszcze długo, ale tutaj postawmy kropkę, bo nie chcę streścić Wam całej książki, tylko zachęcić do jej przeczytania. Marsz do księgarni. Ryan Holiday – Conspiracy: A true story of power, sex, and a billionaire’s secret plot to destroy a media empire. Serdecznie polecam Wam tę pozycję. Do następnego odcinka.


