Dzień Dobry Państwu, spotykamy się w Interesach. Ja nazywam się Bartosz Majewski i jestem współzałożycielem Casbeg. Chcę Wam dziś opowiedzieć o książce Deep Work albo Praca głęboka. Jej autorem jest Cal Newport. Jej podtytuł to: Jak odnieść sukces w świecie, w którym ciągle coś nas rozprasza? Rzecz została wydana w 2016 roku, a w Polce dwa lata później wydało ją Wydawnictwo Studio Emka. 

Odcinek #88 podcastu Interesy o książce Deep Work czyli Praca głęboka obejrzysz tutaj:

Kim jest autor Deep Work?

Cal Newport jest profesorem informatyki na GeorgeTown University, napisał ponad 65 artykułów, które były cytowane cztery i pół tysiąca razy. Napisał też 4 bestsellerowe książki, Deep Work to trzecia z nich.

Ale może dajmy popracować książce, bo autor się w dość produktywny sposób przedstawia.

Najlepsze fragmenty książki Deep Work (Praca głęboka)

Miejsce deep work w dniu roboczym

Nawyk koncentracji się opłacił. W ciągu dziesięciu lat od ukończenia studiów opublikowałem cztery książki, zrobiłem doktorat, napisałem wiele artykułów naukowych i zostałem profesorem na Georgetown University. Mimo to rzadko pracowałem po godzinie piątej lub szóstej wieczorem.

Dołożyłem wielu starań, aby maksymalnie wykorzystywać dostępny czas i eliminować wszelkie płytkie czynności. Staram się, żeby praca głęboka zajmowała centralne miejsce w moim dniu roboczym, a okresy płytkiej aktywności, której nie da się uniknąć, trwały jak najkrócej i pozostawały na marginesie rozkładu dnia. Okazuje się, że dzięki trzem, czterem godzinom dziennie nieprzerwanej i właściwie ukierunkowanej koncentracji można przez pięć dni w tygodniu dokonać bardzo wiele.

Od powrotu z uczelni do domu aż do początku nowego dnia pracy, najczęściej nie dotykam komputera. To całkowite odcięcie od internetu pozwala mi spędzać wieczory z żoną i dziećmi oraz czytać zdumiewająco dużo książek (jak na ojca dwojga dzieci). Brak rzeczy rozpraszających uwagę eliminuje z mego życia ów nieustanny szum bodźców, który w coraz większym stopniu przenika codzienność wielu lu-dzi i pochłania ich umysłową energię.

Nie przeszkadza mi, gdy się nudzę. Okazuje się, że jest to zaskakująco przydatna umiejętność zwłaszcza w spokojny letni wieczór, gdy słucham przez radio transmisji z meczu Washington Nationals, drużyny bejsbolowej, której kibicuję.

OK, a o co chodzi w tej książce?

O zyskiwaniu przewagi dzięki zachowaniu skupienia

Posłuchajcie:

Hipoteza pracy głębokiej: Zdolność wykonywania pracy głębokiej staje się coraz rzadsza, tymczasem jej wartość dla naszej gospodarki wzrasta. Dlatego nieliczni, którzy nabędą tę umiejętność i uczynią ją podstawą swego życia zawodowego, odniosą sukces.

Wpływ rewolucji cyfrowej działa w obie strony. Jeśli stworzysz przydatną rzecz, liczba jej odbiorców (czyli pracodawców lub klientów) będzie w zasadzie nieograniczona, a to znacznie zwiększy twoje zyski. Jeśli natomiast twój produkt będzie taki sobie, masz kłopot, bo potencjalni odbiorcy bez trudu znajdą w internecie lepszą alternatywę.

Niezależnie od tego, czy jesteś programistą komputerowym, pisarzem, specem od marketingu, konsultantem czy przedsiębiorcą, znajdujesz się w sytuacji Junga, który próbował przewyższyć Freuda, albo Jasona Benna, który chciał zrobić karierę w firmie informatycznej. Żeby odnieść sukces, musisz dać z siebie wszystko, na co cię stać – a to wymaga koncentracji.

W świecie, który coraz bardziej stacza się w rozproszenie, korzyści ze skupienia będą rosnąć. Im bardziej rozproszony jest cały świat, tym większa nagroda za bycie jednym z ludzi, którzy są w stanie przeczytać długą książkę albo blog post. 

Czy programiści = rzemieślnicy?

W innym miejscu pojawił sie sposób pracy z wizją końca, który mocno do mnie przemówił. Posłuchajcie:

Autorzy cenionej książki o programowaniu komputerowym “Pragmatyczny programista: od czeladnika do mistrza” przeprowadzają wprost analogię między programowaniem a staroświeckim rzemiosłem. W przedmowie cytują credo średniowiecznych kamieniarzy: „My tylko ciosamy kamienie, ale zawsze musimy mieć przed oczami katedry”. Dalej piszą, że programiści komputerowi powinni tak samo traktować swoją pracę:

“W każdym projekcie jest miejsce na indywidualność i kunszt… Ludziom za 100 lat obecna technika inżynieryjna będzie się pewnie wydawać równie archaiczna, jak dzisiejszym inżynierom metody pracy średniowiecznych budowniczych katedr. Ale nasz kunszt wciąż będzie budził szacunek”.

Nie musimy więc pracować w stodole, żeby nasza praca została uznana za rodzaj rzemiosła, które według Dreyfusa i Kelly’ego może zapewniać poczucie sensu. Podobny potencjał ma większość zawodów w dzisiejszej gospodarce informacyjnej, które wymagają wysokich umiejętności. Niezależnie od tego, czy jesteś pisarzem, specjalistą od marketingu, konsultantem czy prawnikiem, twoja praca jest rzemiosłem. Jeśli doskonalisz umiejętności i używasz ich z szacunkiem i starannością, to jak mistrz kołodziejski możesz nadawać sens swoim codziennym zajęciom zawodowym.

Ale wartością płynącą z tej książki są nie tylko przemyślenia na temat produktywności. Można tam znaleźć sporo przykładów i wzorców, na których możemy się wzorować w pracy nad własnym stylem pracy.

Autor Deep Work o Carlu Jungu

Posłuchajcie fragmentu o psychologu, Carlu Jungu:

Jung nie stosował monastycznej metody pracy głębokiej. Donald Knuth i Neal Stephenson starają się usunąć ze swego życia zawodowego wszystko, co płytkie i co rozprasza uwagę Jung natomiast dążył do tego tylko podczas pobytu w swojej samotni.

Resztę czasu spędzał w Zurychu, gdzie bynajmniej nie wiódł klasztornego życia: prowadził intensywną praktykę kliniczną i wieczorami często odwiedzał pacjentów; brał czynny udział w zuryskim życiu kawiarniano-kulturalnym; często też wygłaszał wykłady na uniwersytecie i politechnice w Zurychu oraz bywał na wykładach innych profesorów (Einstein zrobił doktorat na Politechnice Zuryskiej, a później wykładał na miejscowym uniwersytecie).

Metodę stosowaną przez Junga nazywam bimodalną (czyli dwutrybową) koncepcją pracy głębokiej. W tej koncepcji dzielimy swój czas, poświęcając ściśle określone godziny na pracę głęboką, a resztę na inne zajęcia. W czasie przeznaczonym na pracę głęboką człowiek stosujący metodę bimodalną będzie zachowywał się jak mnich, dążąc do stanu intensywnej i nieprzerwanej koncentracji.

W pozostałych godzinach takie skupienie nie jest priorytetem. Podziału czasu można dokonywać w różnej skali: na przykład w skali tygodnia możemy cztery dni poświęcać na pracę głęboką, a resztę na pozostałe zajęcia. W skali roku na jedną z jego pór może przypaść większość czasu, który przeznaczamy na pracę głęboką (w wypadku uczonych jest to zwykle lato lub urlop naukowy).

Zgodnie z koncepcją bimodalną praca głęboka może być niezwykle produktywna, ale pod jednym warunkiem: poświęcamy jej dość czasu, by pracować z maksymalną intensywnością poznawczą, czyli w stanie, który umożliwia twórcze dokonania. Dlatego w tej koncepcji minimalnym okresem przeznaczonym na pracę głęboką jest zwykle cały dzień. Jeśli na przykład wyłączy się z niego kilka godzin porannych, zwolennik tej metody uzna taki odcinek czasu za zbyt krótki na pracę głęboką.

Metodę bimodalną stosują zwykle ludzie, którzy mogą odnieść sukces tylko wtedy, gdy sporo czasu przeznaczają na zajęcia niegłębokie. Jung na przykład musiał prowadzić praktykę kliniczną, żeby utrzymać rodzinę, a atmosfera zuryskich kawiarni dostarczała mu bodźców intelektualnych. Przerzucając się z jednego trybu życia na drugi, mógł zaspokoić obie potrzeby.

Dokładnie tak samo robił wiele lat temu słynny wrocławski pisarz Marek Krajewski, który w trakcie wakacji na uniwersytecie, na którym wykładał, zaszywał się w swoim domku letniskowym, żeby pracować nad swoimi kryminałami całymi dniami. Od czasu, gdy usłyszałem o tej technice pracy w jednym z wywiadów z nim, zacząłem po cichu knuć plan kupienia tego typu nieruchomości. Ale póki co, piszę książki w swoim gabinecie.

Praca głęboka i Harry Potter

Posłuchajcie też o technice wykonywania wielkich gestów:

Na początku zimy 2007 roku Joanne Kathleen Rowling pracowała nad zakończeniem powieści Harry Potter i insygnia śmierci, ostatnim tomem przygód Harry’ego Pottera. Presja była duża, bo autorka musiała zręcznie powiązać wątki z poprzednich książek, żeby zadowolić setki milionów wielbicieli Harry’ego Pottera. Potrzebowała więc dużej ilości czasu na pracę głęboką, ale w swoim domu w Edynburgu nie mogła się skupić.

„Kiedy kończyłam Insygnia śmierci, nastąpił sądny dzień: przyszedł człowiek, żeby umyć okna, dzieci biegały po domu, a psy szczekały” – wspominała pisarka w wywiadzie. Dość tego dobrego, powiedziała sobie i postanowiła podjąć radykalne środki, żeby odzyskać koncentrację. Wynajęła apartament w pięciogwiazdkowym hotelu Balmoral w śródmieściu Edynburga.

„Wprowadziłam się do tego hotelu, bo to piękny hotel, ale nie zamierzałam zostawać w nim na dłużej”, opowiadała. “Ale pierwszego dnia pisanie szło mi tak dobrze, że zaczęłam wracać… i w końcu skończyłam tam ostatnią książkę o Harrym Potterze”.

Z perspektywy czasu trudno się dziwić decyzji pisarki, bo lepszych warunków do pracy nie mogłaby sobie wymarzyć. Bal-moral, jeden z najbardziej luksusowych hoteli w Szkocji, jest typowym budynkiem wiktoriańskim z wysoką wieżą zegarową, ozdobionym kamiennymi dekoracjami. Stoi zaledwie kilka przecznic od edynburskiego zamku, na którym Rowling wzorowała powieściowy zamek Hogwart.

Decyzja pisarki o przeniesieniu się do luksusowego hotelu to przykład osobliwej, ale skutecznej strategii pracy głębokiej: wielkiego gestu. Pomysł jest prosty: w celu wzmocnienia pracy głębokiej wprowadzamy radykalną zmianę w swoim otoczeniu, związaną ze sporym nakładem sił lub pieniędzy. W ten sposób zwiększamy we własnych oczach znaczenie swojej pracy, co dostarcza nam dodatkowego zastrzyku motywacji oraz energii i zmniejsza instynktowną skłonność do odkładania pracy.

Napisanie rozdziału powieści o Harrym Potterze to trudne zadanie, wymagające mnóstwa energii – wszystko jedno, gdzie się je wykonuje. Ale łatwiej zapłacić ponad 1000 dolarów na dobę za apartament w starym hotelu i zmobilizować siły, by rozpocząć i kontynuować tę pracę, niż pracować w domu, w którym wszystko człowieka rozprasza.

Fizyk z MIT i nagradzany powieściopisarz Alan Lightman również sięga po wielkie gesty. Co roku latem wyjeżdża na „małą wysepkę” w stanie Maine, aby oddawać się głębokim rozważaniom i ładować intelektualne baterie. Przynajmniej do roku 2000, kiedy opowiedział o tym zwyczaju w wywiadzie, na wyspie nie było nie tylko internetu, ale nawet zwykłej łączności telefonicznej.

Lightman uzasadniał to tak: „W ciągu tych dwóch i pół miesiąca czuję, że odzyskuję spokój… który tak trudno znaleźć”. Nie wszyscy mogą sobie pozwolić na spędzanie dwóch miesięcy w Maine, ale wielu pisarzy, między innymi Dan Pink i Michael Pollan, zbudowało specjalne domki „do pisania”, często kosztem znacznych pieniędzy i starań. Korzystają z nich przez cały rok, aby pisać w spokoju (Pollan napisał nawet książkę o budowaniu takiego domku w lesie za swoim dawnym domem w stanie Connecticut).

W gruncie rzeczy chatki te nie są tym pisarzom niezbędne do uprawiania zawodu. Wystarczyłby im tylko laptop i płaska powierzchnia, by go gdzieś postawić. Ale wartość domków nie polega na ich wygodach; chodzi o wielki gest, czyli zaprojektowanie i zbudowanie osobnego przybytku tylko po to, żeby mieć miejsce, w którym lepiej się pracuje.

Sprawa jest znana także w Polsce, gdzie w latach 50 i 60-tych państwowe agendy takie jak ZAiKS czy stowarzyszenia zrzeszające pisarzy, budowały tak zwane “domy pracy twórczej”. Takie miejsca powstawały w bardzo atrakcyjnych lokalizacjach jak np. Sopot, Radziejowice czy Uniejów, często w starych wyremontowanych dworach czy zamkach. Pokoje były tam przystosowane do pracy twórczej a towarzystwo innych twórców sprzyjało kreatywnej pracy.

Ponieważ Polska Rzeczpospolita Ludowa postrzegała artystów i twórców jako inżynierów dusz socjalizmu, to dotowała suto pobyt w tego typu instytucjach, co stanowiło jedną z zachęt dla twórców do tego, żeby zrzeszać się w organizacjach branżowych, pośrednio legitymizując system. Szczęśliwie te czasy są już słusznie minione i każdy może sobie samemu zorganizować warunki do pisania niewielkimi nakładami, na przykład wynajmując na pewien czas domek letniskowy albo wybierając się w długą podróż pociągiem.

Deep Work (Praca głęboka) Cala Newporta – podsumowanie

Mógłbym tak jeszcze długo, ale tutaj postawmy kropkę, bo nie chcę streścić Wam całej książki, tylko zachęcić do jej przeczytania. Cal Newport – Praca Głęboka. Jak odnieść sukces w świecie, w którym ciągle coś nas rozprasza. Serdecznie polecam Wam tę pozycję. Do następnego odcinka.

E-book

Chcesz zdobyć praktyczną wiedzę biznesową?

Zapisz się na newsletter Casbeg Knowledge Sharing. Otrzymaj dostęp do materiałów premium: arkuszy, checklist, szablonów i innych.