Dzień dobry Państwu, spotykamy się w Interesach, ja nazywam się Bartosz Majewski i jestem współzałożycielem Casbeg. Dziś na warsztat bierzemy aż dwie książki — Co tylko zechcesz: 40 lekcji dla nowoczesnego biznesmena oraz Hell Yeah or No. Obie pozycje są bardzo krótkie i napisane przez tę samą osobę — Dereka Siversa, więc postanowiłem połączyć je w jeden odcinek. Co tylko zechcesz została wydana po polsku przez wydawnictwo Helion, 2 lata po premierze w 2013 roku. Z kolei Hell Yeah or No została wydana tylko po angielsku w roku 2020, a jej podtytuł to: Co warto robić (What’s worth doing).
Odcinek Interesów o książkach Hell Yeah or No i Co tylko zechcesz jest dostępny tutaj:
Kim jest Derek Sivers?
To jest muzyk, pisarz i przedsiębiorca. Poza swoją twórczością jest znany z tego, że zrobił taki sklep internetowy, który nazywał się CD Baby, a następnie sprzedał go w 2008 za 22 miliony dolarów, które przekazał w istotnej mierze na cele charytatywne. Teraz jest znany głównie ze swoich książek.
Hell Yeah or No i Co tylko zechcesz — zamysł i konstrukcja
A o co chodzi w tych książkach? To są krótkie formy, nieco ponad 100 stron, napisane bardzo przystępnie, z krótkimi rozdziałami, które da się przeczytać w 2–3 minuty. W tym sensie jego twórczość przypomina książkę Excellent advice for the living Kevina Kelly, o której opowiadałem Wam w odcinku 58 albo książkę 101 technik dla zarządzających, o której opowiadałem Wam w odcinku bez numeru, zatytułowanym Majewski o Majewskim w podcaście Majewskiego. Co tylko zechcesz to autobiograficzna historia losów CD Baby, a Hell Yeah or No to książka o podejmowaniu decyzji i upraszczaniu swojego życia.
Ale zacznijmy rozmawiać o jego książkach.
Mafia czy MBA? Dylematy w książce Hell Yeah or No
Gdybyście mieli wybór pomiędzy życiem pod rządami świetnie wykształconych absolwentów topowych uniwersytetów lub mafii, to pewnie nie musielibyście zastanawiać się długo nad wyborem, prawda? Okazuje się, że nie wszyscy myślą w ten sam sposób.
Posłuchajcie:
Pewnego razu wybrałem się do Las Vegas na konferencję. Na lotnisku wsiadłem do taksówki, aby dojechać do hotelu. Zapytałem wtedy taksówkarza:
— Jak długo pan tu mieszka?
Odpowiedział — Dwadzieścia siedem lat.
— No, no! Pewnie wiele się tutaj zmieniło przez ten czas, prawda?
— Tak. Tęskno mi za mafią.
— O, jak to? Co chce pan przez to powiedzieć?
— Kiedy miastem rządziła mafia, było zabawnie. Znaczenie miały tylko dwie liczby: ile pieniędzy wpływało oraz ile wypływało. Dopóki więcej wpływało, niż wypływało, wszyscy byli szczęśliwi. Z czasem miasto zostało jednak wykupione przez te cholerne korporacje zatrudniające całe rzesze szczurów z MBA, którzy uprawiają mikrozarządzanie i usiłują wycisnąć jak najwięcej z każdego metra kwadratowego posiadanej powierzchni. Nawet w miejscu, w którym kiedyś dodawali ketchup do hot dogów za darmo, teraz każą mi za to dopłacać 25 centów! Obecnie nie jest już wcale zabawnie. Tak… Tęskno mi za mafią.
Napisałem kiedyś, że bycie nudnym nerdem, który nie może zjeść jagodzianki, na którą ma ochotę, to nie jest szczyt możliwości. To jest anegdota właśnie o tym. Nie wszystko trzeba optymalizować. Niektórych rzeczy nawet się nie powinno, o czym zdają się zapominać ludzie, którzy słuchają audiobooków o medytacji z prędkościa 2x. Właściciele firm to często rozumieją, ale gdy mamy do czynienia z najemnym zarządem, szczególnie w dużych organizacjach jest z tym już różnie.
A będąc przy dużych organizacjach — zastanawialiście się kiedyś jak to jest, że one dążą do objęcia procedurą wszystkiego? Działa to tak, że organizacja w miarę dodawania kolejnych głów zwykle poświęca gęstość talentu. Jeśli masz zatrudnić 30 osób i masz wysokie standardy, to prawdopodobnie przeciętna zatrudniona osoba będzie lepsza niż gdy masz do zatrudnienia 500 albo 1000 osób. Wszystko dąży do średniej. Co dzieje się, gdy gęstość talentu spada? Pojawiają się błędy.
Naturalnym odruchem menedżerów na pojawiające się błędy jest tworzenie procedur, żeby ludzie nie powtarzali popełnionych błędów. Niestety, im więcej procedur, tym bardziej najlepsi ludzie, którzy zwykle chcą mieć dużo autonomii, chcą odchodzić z organizacji — co obniża zagęszczenie talentu, co prowadzi do kolejnych błędów, procedur i odejścia kolejnych najlepszych. Widzicie pętlę? To teraz posłuchajcie, co zrobić, żeby w ten zaklęty krąg opresji nie wpaść.
Życie jest dobre – dowiesz się z Hell Yeah or No
Pewien pracownik nie umie się skoncentrować i spędza dużo czasu, surfując po internecie. Zamiast po prostu zwolnić tę osobę albo zlecić jej bardziej wymagające zadania, firma instaluje drogi filtr, który ma przeciwdziałać temu, aby w przyszłości nikt już nie wchodził samowolnie na niepożądane strony internetowe. Jeżeli jeden klient zachowuje się źle, przypomnij sobie, że setki tysięcy innych klientów nie postępują w taki sposób. To szczęście mieć własną firmę. Życie jest dobre. Nie jesteś w stanie zapobiec złym rzeczom. Możesz jednak nauczyć się je lekceważyć.
Opieraj się odruchowi karania wszystkich za błąd jednej osoby.
Nic dodać nic ująć. Pogadajmy o priorytetach.
Bycie bogatym czy bycie w centrum uwagi?
Jednym ze sposobów na zdobycie sławy jest pozwolenie innym zarabiać więcej pieniędzy, podczas gdy ty jesteś w centrum uwagi. Dowiedziałem się tego mieszkając w Los Angeles, kiedy poznałem kilku znanych aktorów z Hollywood i zdałem sobie sprawę, że nie są tak bogaci, jak można by sądzić. Najbogatszymi ludźmi w Hollywood są ci, o których nigdy nie słyszałeś, ponieważ zoptymalizowali swoje kariery pod kątem pieniędzy. Wiedzą, że inni są skłonni wziąć mniej pieniędzy w zamian za większą sławę, więc korzystają z drugiej strony tej umowy.
Być może najważniejszą rzeczą dla ciebie jest nauka, tworzenie lub dawanie. Może chodzi o to, na ile żyć ludzi możesz wpłynąć. Może chodzi o to, jak głęboko możesz wpłynąć na życie kilku osób. Kiedy uświadomisz sobie, czego naprawdę chcesz i to przyznasz, musisz to realizować. Jeśli chcesz wolności, to załóż firmę, ale deleguj całą pracę. Nie będziesz się uczył, tworzył ani dawał tyle, ile mógłbyś, stosując inną strategię, ale to w porządku. Wiesz, że wolność jest tym, czego szukasz.
Klasyczny błąd, który widzę non stop — brak akceptacji, że możesz mieć cokolwiek, co wybierzesz, ale nie wszystko, co wybierzesz i z pewnością nie naraz. Błąd na tym odcinku wygląda jak ktoś, kto ma juniorskie stanowisko, stara się dążyć do podwyżki, umowy o pracę, zwiększonego budżetu na edukację, większej ilości atencji od przełożonego oraz work-life balance. Generalnie każdą z tych rzeczy zwykle da się osiągnąć, ale wszystkich naraz zwykle się nie da. Jeśli macie wątpliwości, co robić, to polecam to, co ja zrobiłem, a więc priorytetyzowanie krzywej uczenia się kosztem wszystkiego innego. Z czasem, jeśli będziecie się uczyć właściwych rzeczy, które są transferowalne do innych organizacji, to pieniądze, reputacja i sieć kontaktów cz inne wartości, które możesz cenić, Cię znajdą.
Uniwersalne wartości ze świata biznesu okiem autora Hell Yeah or No
Kiedy miałem dziewiętnaście lat i uczęszczałem do Berklee College of Music, nie interesowało mnie nic poza muzyką. Wtedy nauczyciel kazał nam przeczytać książkę Positioning, która jest po prostu książką biznesową. Pomyślałem: Biznes? Fuj! Jestem w szkole muzycznej, a nie biznesowej! Chcę być po prostu muzykiem, a nie jakimś korporacyjnym garniturem! Następnie pokazał nam, jak możemy zastosować lekcje biznesowe z tej książki do naszej muzyki. Chociaż książka nie wspomina o muzyce, powiedział nam, abyśmy przełożyli przykłady na to, co robimy.
Innymi słowy: nie skupiaj się na samym przykładzie. Użyj go jako metafory i zastosuj lekcję do mojej sytuacji. Teraz brzmi to oczywiście, ale nigdy wcześniej nie patrzyłem na to w ten sposób. Zdałem sobie sprawę, że mogę rozwinąć swoją karierę muzyczną, czytając książki, które nie wspominają o muzyce. W rzeczywistości, robiąc to, miałbym przewagę konkurencyjną, ponieważ większość muzyków tego nie robi! A teraz jestem tutaj, dwadzieścia lat później. Piszę małe artykuły, by dzielić się naukami, których się nauczyłem.
Ale w komentarzach zauważam, że ludzie czasami skupiają się na moim przypadkowym przykładzie, zamiast na większej lekcji. Nikt inny nie zna dokładnie twojej sytuacji. Więc naucz się patrzeć poza przykład, skup się na lekcji i zastosuj ją w swoim życiu. Myśl metaforami. Nauczenie się czytania metaforycznego było ważnym punktem zwrotnym w moim życiu.
Jak pisał Miamoto Musashi w Księdze pięciu pierścieni, ten, kto ujrzy drogę raz, będzie dostrzegał drogę we wszystkim. Jak dodaje Keith Rabois, jeśli chcesz mieć oryginalne przemyślenia, czytaj te książki, których nie czytają inni ludzie.
To jest właśnie zasilanie tego, o czym Steve Jobs mówił w swoim wystąpieniu przed nowymi absolwentami Stanfordu, gdy mówił o łączeniu kropek. Żeby je łączyć, trzeba je najpierw mieć i to w dużych ilościach i możliwie oryginalne. Nie chodzi więc tylko o to, że Jobs poszedł na zajęcia z kaligrafii, ale również o to, że prawie nikt, kto go przypominał, nie poszedł tam razem z nim. Czy nie wydaje się Wam, że niektóre książki w tym cyklu są naprawdę dziwne i egzotyczne?
No właśnie. Nie ma za co. Posłuchajcie…
Czyny, nie słowa, ujawniają nasze prawdziwe wartości
Powiedziałem mojemu staremu trenerowi, że naprawdę chcę założyć nową firmę.
Powiedział: „Nie, nie chcesz”.
Powiedziałem: „Tak, chcę! To dla mnie naprawdę ważne!”
Powiedział: „Nie, nie jest. To, że to mówisz, nie znaczy, że to prawda”.
Powiedziałem: „Nie możesz ignorować tego, co mówię. Dobrze się znam. Mówię ci, co jest dla mnie ważne”.
Powiedział: „Tak, mogę ignorować to, co mówisz i po prostu patrzeć na twoje czyny. Nasze czyny zawsze ujawniają nasze prawdziwe wartości”.
Pomyślałem o tym, ale to zabrzmiało dla mnie źle: “Co z ludźmi, którzy chcą uczyć się języków lub zakładać firmy, ale jeszcze nie zaczęli? Co z ludźmi, którzy chcą rzucić palenie lub rzucić pracę, ale jeszcze nie udało im się tego zrobić?”
Powiedział: „Gdyby naprawdę chcieli to zrobić, to by to zrobili. Mówiłeś o tym nowym pomyśle na firmę od 2008 roku, ale nigdy go nie uruchomiłeś. Patrząc na twoje działania i znając cię, powiedziałbym, że tak naprawdę nie chcesz zakładać kolejnej firmy. Właściwie wolisz proste życie, które masz teraz, skupione na nauce, pisaniu i zabawie z dzieckiem. Bez względu na to, co mówisz, twoje działania ujawniają prawdę”.
Wow. Tak. Miał rację.
Oszukiwałem sam siebie przez lata, mówiąc sobie, że chcę to zrobić, ale moje działania dowodziły czegoś innego. Tak, chciałem tego trochę, ale chciałem czegoś innego bardziej.
Teraz dzielę się tą myślą ze znajomymi, którzy mówią o tym, że czegoś chcą, ale nie robią tego, co chcą. Za każdym razem reagują tak samo jak ja.
Niestety, nie przeczytałem tego fragmentu, nim nie zrobiłem sukcesji. Zanim jej nie zrobiłem, miałem sporo rzeczy, które odkładałem na później. Niektóre z nich były naprawdę dobrymi planami. Ale im dalej w dół listy rzeczy do zrobienia na po sukcesji schodziłem, tym bardziej okazywało się, że rzeczy, którymi wcześniej się nie zająłem, miały dla mnie małą wagę i tak naprawdę nie chciałem ich robić. Szczególnie mocno ta zależność się ujawniała w sprawie rzeczy, które miałem robić sam dla siebie lub w formule sprawdzenia jakiegoś hobby.
Jeśli łapiecie się na tym, że odkładacie wypróbowanie lub rozpoczęcie czegoś na po jakimś dużym wydarzeniu w waszym życiu, zastanówcie się nad tym, czy nie chcecie tego najpierw przetestować — bo może się okazać, że wcale tego nie chcecie.
Wdzięczność a dobre samopoczucie — kolejny cytat z Hell Yeah or No
Posłuchajcie fragmentu apropo dobrego samopoczucia:
Poznałem wielu sławnych muzyków. Ci nieszczęśliwi byli zdenerwowani, że nie są bardziej sławni, ponieważ gorzko porównywali się do supergwiazd. Najszczęśliwsi byli podekscytowani, że mogą zarabiać na życie, tworząc muzykę.
Jeśli macie forsę na to, żeby kupować sobie książki, o których mowa w tym cyklu, to przynajmniej niektóre rzeczy w Waszych życiach idą właściwie. Czy to nie wspaniałe?
Zasługuj na swój tytuł albo się przeterminuje
Do wczoraj nazywałem siebie przedsiębiorcą. Teraz już nie. Minęły lata, odkąd założyłem firmę, więc nie mogę ciągle używać tego tytułu.
Ktoś, kto grał w futbol w szkole średniej, nie może wiecznie nazywać siebie sportowcem. Ktoś, kto dawno temu odniósł sukces, nie może ciągle nazywać siebie człowiekiem sukcesu. Musisz ciągle na niego zasługiwać.
Trzymanie się starego tytułu daje ci satysfakcję bez działania. Ale sukces bierze się z działania, a nie deklarowania. Używając tytułu bez wykonywania pracy, oszukujesz sam siebie, myśląc, że przyszły sukces jest pewny, myśląc: „Tym właśnie jestem!”. Ale to przedwczesne poczucie satysfakcji może powstrzymać Cię od ciężkiej pracy, która jest konieczna. Przestań oszukiwać samego siebie. Bądź szczery co do tego, co było, a co jest teraz. Wycofanie przestarzałych tytułów pozwala ci przyznać, co naprawdę robisz teraz. A jeśli nie podoba ci się pomysł utraty tytułu, zrób coś z tym! Dotyczy to również tytułów takich jak „lider”, „ryzykant” i „dobry przyjaciel”.
Jak długo można pisać na Linkedin, że jest się Ex-Google albo byłym prezesem, żeby nie powodowało to zażenowania? Moim zdaniem, 15 minut, ale to tylko moja odpowiedź. Dlatego raczej nie określam się teraz przedsiębiorcą, tylko współwłaścicielem firmy albo inwestorem. Ale to tylko etykietki i szufladki, do których nie przywiązuję wagi. Pamiętam, że najlepiej tą kwestię rozwiązał jeden z najlepszych w Polsce inwestorów w startupy, z którym rozmawiałem na imprezie. Ktoś go zapytał, kim się teraz czuje. Nastąpiła dłuższa pauza. Odpowiedź brzmiała: Tatą. Nic dodać nic ująć.
Hell Yeah or No i Co tylko zechcesz — polecam
Link znajdziesz w opisie odcinka.
Mógłbym tak jeszcze długo, ale tutaj postawmy kropkę, bo nie chcę streścić Wam całej książki, tylko zachęcić do jej przeczytania. Derek Sivers, Hell Yeah or No oraz Co tylko zechcesz. Serdecznie polecam Wam te pozycje. Do następnego odcinka.


