Pogadamy dziś o bardzo specjalnej firmie. Takiej, w której musisz zrobić kurs nurkowania i pracować miesiącami przez siedem dni w tygodniu po to, żeby ryba, którą animujesz, wyglądała realistycznie. Takiej, która zarobiła najwięcej forsy w całym życiu Steve’a Jobsa. I takiej, która umeblowała dzieciństwo millenialsom na całym świecie.

Dzień Dobry Państwu, spotykamy się w Interesach. Ja nazywam się Bartosz Majewski i jestem współzałożycielem Casbeg. Chcę Wam opowiedzieć o książce Creativity Inc., którą napisał Ed Catmull, współzałożyciel Pixara. Podtytuł książki to Droga do prawdziwej inspiracji. Możecie nie znać imienia i nazwiska autora, ale z pewnością znacie twórczość, która wyszła z jego firmy.

Odcinek #102 podcastu Interesy o książce Creativity Inc. znajduje się tutaj:

Ta książka to historia Pixara, a więc firmy, która stworzyła między innymi Toy Story, Iniemamocnych, Potwory i spółka czy Gdzie Jest Nemo. Autor jest też osobą, która pracowała najdłużej ze wszystkich ze Stevem Jobsem. Ale może najpierw pomówmy o tym, jak to wszystko się zaczęło. 

Jak powstał Pixar? Wprowadzenie do Creativity Inc.

W 1974 na nowojorskiej politechnice 6 ludzi zaczęło pracować nad cyfrową animacją. Ta szóstka została zaproszona do współpracy przez prywatny biznes, w roku 1979 Pixar zaczął się jako dywizja w Lucasfilm, a więc studio filmowym, które stworzył George Lucas, twórca Gwiezdnych Wojen. W 1986 Jobs, po tym, jak wyleciał z Apple, kupił ten kawałek firmy Lucasa za 5 milionów dolarów i następne 5, które zainwestował w rozwój spółki.

Przed nastaniem Pixara, jeszcze do lat dziewięćdziesiątych animatorzy po prostu rysowali filmy animowane, co było bardzo czasochłonne i kosztowne. Dzięki technologii dzieciaki mogły zacząć cieszyć się filmami animowanymi w zupełnie inny niż dotąd sposób. Pomyślałem, że opowiem Wam tę historię, bo jest w niej dużo ciekawych lekcji – ale też analogia do tego, co teraz się dzieje w kontekście sztucznej inteligencji i używania jej do opowiadania historii. 

Ale było coś jeszcze przed tymi wszystkimi wydarzeniami. Wyobraź sobie: sześć tysięcy godzin, by poruszyć dłoń. To więcej niż… trzy lata pracy w startupie. W 1974 autor zrobił pierwszy w historii film animowany cyfrowo.

Pierwszy film animowany w technologii cyfrowej – historia autora Creativity Inc.

Posłuchajcie: 

Film “Hand”, który zadebiutował na konferencji informatycznej w 1973 roku, wzbudził pewne poruszenie, jako że nikt wcześniej nie zrobił czegoś takiego. W filmie tym moja dłoń, która najpierw pokryta jest białą siatką poligonów, zaczyna otwierać się i zamykać, jak gdyby zaciskała się w pięść. Po chwili powierzchnia dłoni wygładza się i staje się bardziej naturalna. Przez chwilę moja dłoń wskazuje prosto na widza, jak gdyby mówiła: „Tak, mówię właśnie do ciebie”. Następnie kamera wchodzi do wnętrza dłoni. Obiektyw zagląda – od środka – kolejno do poszczególnych palców. Ta perspektywa bardzo mi się podobała, gdyż osiągnąć ją można tylko za pomocą komputera. Zrobienie tej czterominutowej animacji zajęło mi ponad sześć tysięcy godzin pracy.

Ten film można nadal zobaczyć na YouTube, autor zrobił go z kolegą jako pracę zaliczeniową na Uniwerytecie Utah. Zobaczcie, bo jest ciekawa.

Ponad 20 lat musiało minąć od tego momentu do powstania Toy Story. Prawie 30 lat później grafik i dyrektor kreatywny pracujący głównie nad efektami specjalnymi i reklamami zrobił w podobny sposób, chałupniczo i po godzinach film Katedra, na bazie opowiadania Jacka Dukaja. Ozywiście mówię tu o Tomaszu Bagińskim.

Kogo zatrudniać? Lekcja od autora Creativity Inc.

Ale z lat siedemdziesiątych autorowi zostało coś jeszcze. Wysokie standardy, których oczekiwał od współpracowników. Posłuchajcie: 

Prawda jest taka, że jako dwudziestodziewięcioletni facet, który od czterech lat zajmował się wyłącznie pracą naukową i nigdy nie miał żadnego asystenta, nie mówiąc już o zatrudnianiu zespołu i kierowaniu nim, daleko mi było do jakiegokolwiek poczucia pewności siebie. Wiedziałem jednak, że NYIT było miejscem, w którym mogłem kontynuować pracę rozpoczętą na uczelni. Aby odnieść sukces, musiałem znaleźć najlepszych, a żeby przyciągnąć najlepszych, musiałem odłożyć na bok swoje kompleksy.

Wciąż z tyłu głowy miałem lekcję, której nauczyła mnie ARPA: jeśli stoi przed tobą jakieś wyzwanie, musisz stać się mądrzejszy I tak też zrobiliśmy. Z czasem Alvy został jednym z moich najbliższych przyjaciół i najbardziej zaufanych współpracowników. Przyjąłem wtedy zasadę, że będę próbował zatrudniać ludzi mądrzejszych od siebie.

Oczywistą korzyścią takiego posunięcia jest zyskanie wyjątkowych, pomysłowych ludzi, osiągających doskonałe wyniki i sprawiających, że twoja firma a więc w konsekwencji również i ty – nabiera splendoru. Ale jest jeszcze jedna, mniej widoczna korzyść, którą dostrzec można jedynie z perspektywy czasu. Zatrudnienie Alvy’ego zmieniło mnie jako menedżera: dzięki zignorowaniu swoich obaw nauczyłem się, że są one bezpodstawne. Znam wielu kierowników, którzy obrali łatwiejszą drogę i na tym tracili.

Przyjmując Alvy’ego, podjąłem ryzyko, ale ryzyko to opłaciło się, przynosząc mi najwyższą z możliwych nagród – wspaniałego, zaangażowanego członka drużyny. Jeszcze na studiach doktoranckich zastanawiałem się, w jaki sposób mógłbym odtworzyć niezwykłą atmosferę panującą na Uniwersytecie Utah. Teraz dostrzegłem taką możliwość. Należy wykorzystywać każdą sposobność do zwiększenia potencjału swojego zespołu, nawet jeśli wydaje się to ryzykowne.

Tak trzeba żyć. Pokaż mi menedżera, który nie jest dostatecznie pewny siebie, by zatrudniać ludzi mądrzejszych i lepszych niż on sam, a pokażę Ci słabego menedżera, którego powinieneś zwolnić – lub pomóc mu przekroczyć swoje ograniczenia.

(Zbyt) duże zaangażowanie w stylu Pixar i granice ludzkiej wytrzymałości

Ale standardy w Pixarze były wysokie nie tylko w kwestii selekcji utalentowanych ludzi. Także zaangażowania, w tym po prostu ciężkiej pracy. Na przykład cała ekipa, ktora pracowała przy Gdzie jest Nemo musiała zrobić kurs nurkowania, żeby realistycznie oddać podwodny świat. Albo taki fragment:

Przez kolejnych sześć miesięcy nasi pracownicy rzadko widywali swoje rodziny. Pracowaliśmy do późnej nocy przez siedem dni w tygodniu. Chociaż mieliśmy na koncie już dwa przeboje filmowe, nadal odczuwaliśmy potrzebę udowodnienia czegoś światu i każdy dawał z siebie wszystko.

Na kilka miesięcy przed planowaną premierą pracownicy byli wyczerpani i zaczynali popełniać błędy. Pewnego czerwcowego poranka przemęczony członek naszego zespołu przyjechał do pracy z niemowlęciem umieszczonym w foteliku na tylnym siedzeniu. Miał po drodze zostawić dziecko w żłobku, ale zapomniał. Przypomniał sobie o nim dopiero po kilku godzinach pracy, gdy jego żona (która również pracowała w Pixarze) spytała, czy rano wszystko było w porządku. Natychmiast pobiegli na rozpalony słońcem parking. Dziecko było nieprzytomne, ale udało im się schłodzić je zimną wodą. Na całe szczęście nic się nie stało, ale trauma tamtej chwili – wyobrażenie tego, co mogłoby się stać – pozostała we mnie na długo.

Proszenie ludzi o tak wiele, nawet jeśli oni sami chcieli dać z siebie wszystko, było czymś niewłaściwym. Spodziewałem się, że będzie ciężko, ale teraz musiałem przyznać, że wszystko zaczyna rozchodzić się w szwach. Gdy dobrnęliśmy do końca filmu, jedna trzecia naszych pracowników cierpiała na różne urazy spowodowane chronicznym przeciążeniem mięśni lub ścięgien.

Często mówię, że większość ludzi pracuje za lekko i warto spróbować sprawdzić gdzie są nasze granice, jeśli jesteśmy ambitni – ale myślę, że w Pixarze przesadzali. Z drugiej strony, jest coś takiego w branży rozrywkowej, że crunche przy okazji produkcji gier, filmów czy bajek po prostu wkradają się w krajobraz w sposób bardzo przewidywalny.

Co jeszcze było potrzebne, aby osiągnąć sukces? Autor Creativity Inc. precyzuje

Ale utalentowani ludzie i praca na granicy możliwości nie wystarczy do zrobienia tylu świetnych filmów animowanych. Potrzebna jest jeszcze specyficzna kultura organizacyjna. Posłuchajcie:

Zespół mózgowców ogląda tę wstępną wersję i dyskutuje na temat tego, co brzmi fałszywie, co można poprawić i co wcale się nie sprawdziło. Warto zauważyć, że nie dają gotowej recepty – nie mówią, w jaki sposób należy naprawić zauważone przez nich problemy. Wskazują słabe punkty, dzielą się swoimi sugestiami, ale to od reżysera zależy wybór dalszej drogi. Nowa wersja próbna filmu powstaje nie rzadziej niż co trzy-sześć miesięcy i wtedy cały proces oceny projektu powtarza się (Trzeba zrobić około dwunastu tysięcy rysunków, by powstał próbny scenopis długości 90 minut, a ponieważ cały proces ma naturę powtarzalną, zespół zwykle musi utworzyć dziesięciokrotnie więcej szkiców).

Jednocześnie każde niepowodzenie w kreatywnej firmie jest wynikiem błędów wielu osób, a nie tylko jednej. Jeśli twoja firma zaliczyła potknięcie, to ty także jesteś za to współodpowiedzialny. Co więcej, jeżeli nie wyciągniesz z tego żadnych wniosków – dla siebie i twoich współpracowników – to dodatkowo stracisz ważną szansę. Każde niepowodzenie ma dwie strony. Są to: samo zdarzenie wraz z towarzyszącym mu rozczarowaniem, zamieszaniem i wstydem oraz reakcja na to wszystko.

To drugie możemy kontrolować Czy klęska skłoni nas do introspekcji, czy też do schowania głowy w piasek? Czy zachęcimy innych do przemyśleń, czy też schowamy głowę w piasek? Czy pozwolimy innym przyznać się do problemów i wyciągnąć z nich wnioski, czy też zamkniemy jakąkolwiek dyskusję, szukając wokół siebie kozła ofiarnego? Musimy pamiętać, że niepowodzenie to szansa na rozwój i jeśli ją zignorujemy robimy to jedynie na własną zgubę.

No właśnie. Specyfika biznesu animacyjnego daje jedną bardzo istotną różnicę w porównaniu z filmami z żywymi aktorami. Aktorzy są ludźmi i to specyficznymi. Mają związki zawodowe, śpią, chorują, męczą się i starzeją. Mają też agentów a ci agenci, kiedy tylko mogą, licytują ich stawki w górę – wszystko to powoduje, że zrobienie filmu jest kosztowne.

Na przykład Piraci z Karaibów: na końcu świata kosztowali 300 milionów dolarów, z czego szacuje się, że 50 trafiło do Johnny’ego Deppa. A druga część Gladiatora 250 milionów, z czego 20 trafiło do Denzela Washingtona. Zaplątani, którzy też kosztowali 260 milionów są najdroższym filmem animowanym zrobionym w historii, ale z tym budżetem są dopiero na 25. miejscu wśród najdroższych filmów, które kiedykolwiek zostały zrobione. A da się dużo taniej – pierwsza część Toy Story została zrobiona za 30 milionów dolarów.

Inna rzecz, że filmy też się da robić tanio – szczególnie horrory. Pierwsza część horroru Piła została zrobiona za 1.2 miliona dolarów, a kompletnie chałupnicze Blair Witch Project za 60 000 dolarów.

Ile kosztuje film? W Creativity Inc. o kosztach

Wiedząc to wszystko, posłuchajcie fragmentu o kosztach:

Tom Porter – nasz szef produkcji, który (tak się złożyło) był również pionierem w dziedzinie grafiki komputerowej i jednym z założycieli Pixara – zaczął od przedstawienia szczegółowej analizy kosztów. Szczególną uwagę zwrócił na dystrybucję, która przechodziła szybkie przeobrażenia, pociągając za sobą zmiany w naszym bilansie wydatków. Pixar nie mógł funkcjonować w oderwaniu od świata zewnętrznego i fakt, że dobrze nam szło, nie czynił nas wcale odpornymi na wpływy ogólnych sił i trendów, tak więc zgodziliśmy się, że tylko redukcja kosztów pozwoli nam utrzymać problemy na dystans. Z drugiej jednak strony nie chcieliśmy przestawać podejmować ryzyko.

Zawsze zależało nam na tym, by być firmą, która postawi na niezwykłe filmy, takie jak Odlot, Ratatuj i WALL-E. Oczywiście nie każdy film musiał podejmować niecodzienne tematy, ale chcieliśmy, aby każdy z naszych filmowców mógł bez najmniejszych obaw i wątpliwości zgłaszać nam propozycje takich filmów. Te dwie kwestie są ze sobą ściśle powiązane. Gdy koszty są niskie, łatwiej jest uzasadnić chęć podjęcia ryzyka. Dlatego też, dopóki nie udałoby nam się obniżyć kosztów, ograniczalibyśmy sobie wachlarz filmów, które bylibyśmy w stanie wyprodukować.

Ale była jeszcze jedna korzyść wynikająca z niższych kosztów produkcji. Przy tańszym filmie pracuje mniejsza ekipa, a każdy się zgadza, że im mniejszy zespół, tym lepiej się ludziom ze sobą współpracuje. Nie chodzi tu tylko o to, że w mniejszym zespole łatwiej o pełniejszą integrację, komunikację i współpracę, ale także o to, że każdy członek ekipy czuje, że jego praca ma większy wpływ na ostateczny kształt dzieła.

Nasz pierwszy film, Toy Story, powstał dzięki bardzo niewielkiej grupie ludzi, ponieważ jednak następne filmy były coraz bardziej złożone pod względem wizualnym, wraz z każdą kolejną produkcją rosła liczebność ekipy. W okresie poprzedzającym naszą wyjazdową sesję w Cavallo Point wyprodukowanie filmu w Pixarze wymagało przeciętnie 22 tysięcy roboczotygodni, co jest naszą wewnętrzną jednostką ilości pracy, którą wykorzystujemy przy konstruowaniu budżetu.

Żeby zrozumieć doniosłość implikacji tego fragmentu, musimy wyjaśnić, czym jest okno Overtona. Definiujemy je jako zakres tematów i argumentów akceptowalnych politycznie dla głównego nurtu populacji w danym czasie. Ważną cechą okna Overtona jest to, że ono jest ruchome. Czyli kiedyś całkowicie akceptowalnym argumentem w przestrzeni publicznej był patriarchalizm wobec kobiet polegający na przykład na tym, że kobiety nie brały udziału w procesie demokatycznym ani czynnie, ani biernie. Dziś ten argument jest nieakceptowalny przez publikę.

Wszystko jasne. Ale ta koncepcja powstała w połowie lat dziewięćdziesiątych, zanim internet i social media się spopularyzowały. Ponieważ nie ma jednej publiki, to nie ma jednego okna Overtona – okien jest tyle, ilu ludzi podłączonych do internetu i moje okno może być zupełnie inne niż Twoje.

Jeśli skrzyżujemy to z kulturą remixu typową dla internetu, robi się kosmicznie. Na przykład w brytyjskim sitcomie Peep Show jedna z postaci mówi, że nie można ufać ludziom, bo ludzie słuchają Coldaplay i głosowali na nazistów. Więc oczywiście, ktoś zrobił Cover piosenki Viva la Vida, śpiewanemu Hitlerem dzięki temu, że jego przemówienia załadowano do syntezatora mowy, a AI dokończyła dzieła. Oczywiście. Albo ktoś zrobił reklamę Nike w której głównym bohaterem jest tytułowy bohater Teksańskiej Masakry Piłą Łańcuchową, który gania za swoimi ofiarami w Nike’ach. Albo ktoś zrobił wersję jednej ze scen Władcy Pierścieni, w której każdy bohater jest GigaChadem z kwadratową szczęką.

To co próbuję Wam uświadomić to to, że kino, telewizja czy Netflix nadal rządzą się prawami znanymi z Hollywood lat dziewięćdziesiątych. Filmy takie jak Hardcore Henry czy Kung Fury tego nie zmieniły. Ale skoro wczesna technologia cyfrowa odblokowała powstanie Pixara, a w konsekwencji Toy Story i Gdzie Jest Nemo, to wszystko wskazuje na to, że czeka nas nowa era storytellingu, który będzie napędzany AI i dużo bardziej różnorodny. Jeśli chcesz, to będziesz mógł sprawić, że w każdym filmie główną rolę będzie grał Robert De Niro, co byłoby na przykład przezabawnym pomysłem w przypadku filmu Kevin Sam w Domu.

Tak jak Pixar przesunął granicę między technologią a sztuką, tak dziś AI przesuwa granicę między twórcą a widzem. Powstanie cały content, który możemy sobie wyobrazić i dużo takiego, którego nie możemy, tak jak nikt nie spodziewał się w tym odcinku Hitlera śpiewającego Coldplay.

Ed Catmull w Creativity Inc. o Stevie Jobsie

Ostatni rozdział tej książki nazywa się Steve jakiego znamy i jest poświęcony Jobsowi. Stąd fragment: 

Jednakże wizji Steve’a towarzyszyło coś jeszcze – niezwykły styl współpracy z ludźmi Steve był często niecierpliwy i szorstki w kontaktach. Podczas spotkań z potencjalnymi klientami nie wahał się podnosić głos, gdy tylko wyczuł u nich braki w przygotowaniu. To niezbyt dobra taktyka, jeśli chce się dobić targu lub rozwinąć bazę lojalnych klientów.

Był jeszcze młody, porywczy i nie dostrzegał wpływu swojego zachowania na innych. Przez pierwsze lata naszej współpracy nie rozumiał normalnych ludzi – to znaczy takich, którzy nie prowadzili własnych firm lub którym brakowało pewności siebie. Jego sposobem na badanie drugiego człowieka było rzucenie jakiegoś jednoznacznego i ostrego stwierdzenia – „Te wykresy to brednie!” lub „Ta umowa jest gówniana!” – i obserwowanie reakcji. Jeśli miałeś dość odwagi, aby się mu odgryźć, często zdobywałeś sobie jego szacunek.

Steve próbował wyprowadzić swojego rozmówcę z równowagi po to, aby dowiedzieć się, co tak naprawdę myśli i czy ma jaja Kiedy go obserwowałem, przypominała mi się zasada inżynieryjna: wysłanie silnego impulsu pozwala dowiedzieć się istotnych rzeczy o otaczającym środowisku – jak na przykład czyni to delfin, który za pomocą echolokacji określa położenie ławicy ryb. Agresja Steve’a była rodzajem biologicznego sonaru, za pomocą którego poznawał świat.

Książka wyszła w 2014, a więc krótko po śmierci Steve’a Jobsa. Ostatnie zdanie książki brzmi więc Rollercoaster zatrzymał się i wysiadł z niego nasz dobry przyjaciel. Koniec jazdy. Ale co to była za przejażdżka?! Jedną z pierwszych decyzji, które podjął Bob Iger po tym, jak został CEO Disneya, było kupno Pixara za 7.4 miliarda dolarów w akcjach Disneya, który w tamtym czasie był wyceniany na 55 miliardów dolarów. W efekcie Steve Jobs stał się największym udziałowcem Disneya z nieco ponad 10 procentami firmy w garści.

Nie mówi się o tym za dużo – ale ten deal wygenerował Jobsowi więcej majątku niż cokolwiek innego. Najzabawniejsze, że parę lat później Disney kupił też LucasFilm, w którym Pixar startował. Swoją drogą, jeśli temat ciekawi Was bardziej, to na kanale Casbeg jest nadal film, który o tym zrobiłem 5 lat temu. Nazywa się DISNEY – firma, która zbudowała POTĘŻNE IMPERIUM ROZRYWKOWE.

Creativity Inc. Eda Catmulla – polecam

Mógłbym tak jeszcze długo, ale tutaj postawmy kropkę, bo nie chcę streścić Wam całej książki, tylko zachęcić do jej przeczytania. Ed Catmull – Creativity Inc. Serdecznie polecam Wam tę pozycję. Do następnego odcinka.

E-book

Chcesz zdobyć praktyczną wiedzę biznesową?

Zapisz się na newsletter Casbeg Knowledge Sharing. Otrzymaj dostęp do materiałów premium: arkuszy, checklist, szablonów i innych.